Ostatni pełny dzień w BKK z wyraźnym podziałem na część duchową i część mniej duchową. Rano Asalha Puja z Little Bangkok Meditation Group, a popołudniem sesja klasycznego masażu tajskiego.
Asalha Puja, nazywana także Dhamma Day, jest jedym wielu świąt, obchodzonych w krajach, gdzie buddyzm jest de facto zinstytucjonalizowaną religią (jak Sri Lanka, Myanmar, Tajlandia właśnie, Laos, czy Kambodża). Wypada w pełnię 8 miesiąca księżycowego (czyli w okolicach lipca). Asalha Puja upamiętnia dzień, w którym Budda po raz pierwszy nauczał o czterech szlachetnych prawdach, najważniejszej chyba nauce buddyjskiej, co zostało opisane w sutrze Dhamma-Cakkappavattana. Sutra ma uroczą, bardzo poetycką nazwę – Rozprawa o wprawieniu w ruch koła Dharmy (The Discourse on Setting the Wheel of Dharma in Motion). O czterech szlachetnych prawdach można poczytać w internetach i wielu książkach, do czego zachęcam.
Little Bangkok Meditation Group upatrzyłem sobie już kilka miesięcy temu, kiedy analizowałem Bangkok pod kątem przeprowadzki na dłużej. Sanghę prowadzi Pandit Bhikku, mnich, z pochodzenia Anglik, który regularnie prowadzi większe spotkania tematyczne w weekendy oraz regularną praktykę medytacyjną w tygodniu. Generalnie jest to niezykle pożyteczna inicjatywa, bowiem poszczególne odłamy buddyzmu potrafią mocno się od siebie różnić, do czego dochodzi jeszcze bariera językowa. A LBMG przybliża buddyzm Theravada (i nie tylko), do tego robi to po angielsku.
Obchody Puja miały kilka etapów:
- Zaczęło się od któtkiej medytacji,
- następnie miała miejsce recytacja pięciu wskazań oraz trzech schronień,
- potem wykład oraz sesja pytań i odpowiedzi (odpowiednik mondo w buddyźmie Zen),
- a dalej recytacja wspomnianej wyżej sutry. Recytacja była pewnym wyzwaniem, sutra napisana jest bowiem – jak większość tekstów theravadyjskich – w starożytnym języku Pali, ale były dostępne transkrypcje, do tego w tle można było usłyszeć recytujących mnichów, co znacznie ułatwiało sprawę.
- Na koniec każdy dostał po misce ryżu, który to ryż następnie został ofiarowany mnichom – taki symboliczny gest. Mnisi zwykle ruszają po jałmużnę o świcie – mają specjalne misy, które tradycjnie napełniane są przez wiernych gotowanym ryżem.
Zdjęcia można obejrzeć tutaj. Na niektórych nawet widać moją zaspaną facjatę.
A popołudniem dwie godziny klasycznego masażu tajskiego w Healthland Spa. Bardzo ciekawa rzecz – trochę to przypmina zapasy, albo brazylijskie ju jitsu. Obok typowego masażu masa dźwigni, rozciągań, napinania etc. Trwa to długo – standardowa sesja to dwie godziny właśnie, ale intensywność nie jest zbyt wysoka, więc wychodzi się z takiego masażu w stanie lekkiego rozluźnienia. Nie bolały mnie też potem mięśnie, choć to może zasługa tego, że dziennie po parę godzin spędzam w wodzie lub na rowerze i jestem w relatywnie dobrej formie.

Pingback: Kh. | Yak Kharka