Baan aksorn, czyli dom liter. Tak nazywa się moja szkoła tajskiego. Dzisiaj udało mi się przeżyć 3h godziny nauki praktycznie non-stop.
Szkoła jest malutka, wręcz butikowa. Mieści się w uroczym domu z ogrodem, w bocznej alejce odchodzącej od słynącej z nocnych uciech ulicy Sukhumvit 33. W grupie jestem ja i blond Amerykanka z Chicago, jest więc bardzo kameralnie.
Na początek dzisiejszych lekcji była wymowa i opanowanie podstaw tonalnych języka. Tonalność zawsze mnie fascynowała, co nie zmienia faktu, że jest to zupełnie inny poziom abstrakcji w porównaniu z językami europejskimi. Moja wymowa jest tak dramatycznie niezgrabna, że jest to odczuwalne wręcz fizycznie.
Nauczycielka jest cudowna – emocjonalna i super zaangażowana. W pewnym momencie nawet zaśpiewała nam piosenkę, żeby zobrazować pewien punkt* swojego wykładu.
Anyway, potrafię już zadawać proste pytania, odpowiadać na nie, nauczyłem się masy nowych słów, generalnie już jest wyraźny progres, choć brzmię cokolwiek kulawo.
[*] Ten punkt to pełna nazwa miasta Bangkok, czyli (za blogiem Into Asia):Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit
Co oznacza:
The city of angels, the great city, the residence of the Emerald Buddha, the impregnable city (of Ayutthaya) of God Indra, the grand capital of the world endowed with nine precious gems, the happy city, abounding in an enormous Royal Palace that resembles the heavenly abode where reigns the reincarnated god, a city given by Indra and built by Vishnukarn.
Nazwa jest na tyle długa, że powstał utwór muzyczny na niej oparty. Trwa ok. 5 minut (ale nazwa powtarzana jest trzykrotnie).
Skrótowo można używać Krungthep, miasto aniołów (niemal jak Los Angeles). Legenda ma głosić, że pewnego dnia z niebios zstąpił anioł, po czym podmuchał na lokalne mokradła, z których wynurzył się Bangkok.
Miasto Stołeczne Warszawa brzmi w tym kontekście bardzo skromnie. Może warto zasugerować nowej władzy kolejną dobrą zmianę: Miasto Stołeczne Warszawa, uświęcone męczęńską śmiercią smoleńskich bohaterów, zdradzonych o świcie przez wegetarian i rowerzystów, wielka stolica przedmurza chrześcijaństwa, w której niczym słońce świeci świątynia opatrzności, siedziba niepokonanych potomków żołnierzy wyklętych, którzy nie ugięli się przed zbrodniczym dyktatem resortu i brukseli amen/hańba!.
