Pierwszy dzień w Base Campie. Ok. 0830 nasz kucharz wali w chochlą w rondel – to sygnał do rozpoczęcia śniadania. Które zresztą mija spokojnie, wszyscy są skoncentrowani na czekającej ich wycieczce aklimatyzacyjnej do wysuniętego BC (ABC, Advanced Base Camp, yak camp). Niby nie jest to wysoko, bo zaledwie 5300, ale problemy z wysokością potrafią się ujawnić zaskakująco wcześnie. Jako że do ABC jest jakies 2.5-3h drogi, towarzystwo wyruszy dopiero po obiedzie. Przedpołudnie spędzamy więc na leniwych rozmowach i piciu przerażających ilości herbaty. Z leniwego limbo wybija nas porter z Pangoche, który niestety nie przynosi mojej torby.
Po lekkim lunchu towarzystwo rusza w górę, a ja czuję się na tyle dobrze, żeby kawałek z nimi przejść. Mam prawie, że pusty plecak, więc szybko docieram w okolice 5000 mnpm. Ścieżka się później wypłaszcza, a dalej schodzi do niewielkiej dolinki. Potem wspina się na niewielką grań, potem znowu opada w dół, żeby wreszcie wspiąć się na grań prowadzącą do ABC. Najwyraźniej 5000 to granica mojej aklimatyzacji, bo zaczynam czuć lekki ból głowy i ogólne rozbicie. Postanawiam nie forsować się za bardzo i zawracam z ostaniej grani.
W drodze powrotnej mijam Ronana, który wyruszył nieco później i przynosi dobrą nowinę – mój żółty duffel bag dotarl do obozu. Pędzę na dół i już po kilku minutach w obozie zanurzam się w puchówkę Małachowskiego, jak w wielki kokon. Ta kurtka to była spora inwestycja, ale mogę z czystym sercem napisać, że bez niej nie wszedłbym na góre. O komforcie w obozach nocą nawet nie wspominam. Po półgodzinie grzania się zaczynam być głodny – ustalam więc z Sherpami menu na kolację (jako jedyny w obozie mogę pozwolić sobie na spore kaprysy) i biorę się za uzupełnianie notatek.
Pusty BC przytulny, cichy i nieco mroczny, ale nie depresyjny, czy przytłaczający. Sherpowie w kuchni śpiewają i gwiżdzą, co chwila wpadają też zamienić kilka słów, przynieść gorącą wodę, albo jakąś przekąskę. Czuję się pozytywnie rozpieszczony. Po kolacji wchodzę na grań nad obozem, potwierdzić z Timem telefonicznie swoje plany na najbliższe dni. Proponuje mi nieco inny profil aklimatyzacji, który ma więcej sensu, niż mój pierwotny, zgadzam się więc posłusznie.
