w poszukiwaniu głębi (ostrości).

Korzystając z pięknego światła przed zachodem słońca, wziąłem swój ulubiony obiektyw i zrobiłem kilka zdjęć w ogrodzie.

Ww. pies był gotów zastąpić mi kota – tutejsze zwierzęta są naprawdę ufne, albo zwyczajnie wyczuwają moje dobre serce (względnie doceniają moje lekko absurdalne poczucie humoru).

Po zabawach z GO mała eskapada na prawdziwe głębiny – mam bojkę asekuracyjną (typu SP, vide: słoneczny patrol), więc wypuszczam się daleko w morze. Teraz nie boję się już skurczów ani meduz, za to mam nową paranoję – prądy. Już widzę siebie dryfującego na bojce aż do Hua Hin. ;-)

Ciotka mojej landlady (de facto plenipotentki landlorda, który siedzi w Bangkoku), przyniosła mi dzisiaj w prezencie bakłażany – z organicznego ogrodu, nie pryskane (“bez trucizny”, jak sama stwierdziła). Tym razem nie te małe, zielone i okrągłe, ale podłużne, fioletowe. Ale nie grube, jak europejskie, tylko znacznie cieńsze. Stwierdziłem, że to moje ulubione warzywo i pochwaliłem się zdjęciami z zeszłorocznego projektu bakłażan. Obiecały więcej warzyw.

Leave a Reply