Jako że rozmaite inicjatywy w rodzaju minimum 2 reporterskie zdjęcia każdego dnia wychodzą mi tak średnio (dobrze, nie bójmy się tego powiedzieć – w ogóle mi nie wychodzą), pozostają okazjonalne zrywy. I tak, dzisiaj, w ładnym popołudniowym świetle, zrobiłem kilka zdjęć skucicy.
Nie będę ukrywał, że przez ostatnie kilka tygodni dorosłem do większego i cięższego dwukołowca. Początki były mocno niezgrabne, ale dzięki codziennej praktyce jest znacznie lepiej. Naturalnie składam się w zakręty, znacznie lepiej sobie radzę z manewrami parkingowymi, akceptowalnie z zawracaniem po wąskim łuku.
Generalnie jazda czymś takim to czysta przyjemność. Retro skutery w stylu różnych Vesp, czy Yamahy Fino, którą jeździłem w zeszłym roku po BKK, mają swój urok i zalety, ale brakuje im tej mocy i drapieżności, którą daje większy silnik i cięższy, dłuższy skuter o bardziej aerodynamicznym kształcie.


