Rzecz jasna, jedną z pierwszych rzeczy, jakie należy zrobić po przyjeździe do nowego miasta w Azji, jest wypożyczenie skutera. Co też niezwłocznie zrobiłem. Znalazłem bardzo fajną wypożyczalnię, prowadzoną przez faranga osiadłego w HCMC wiele lat temu. Dostałem ładną Hondę Wave, wciąż relatywnie nową.
☭
Oczywiście jest znacznie mniejsza od dużej czarnej skucicy, przez co czuję się nieco jak na rowerze, ale w tutejszym ruchu sprawdza się idealnie. Traffic nieco bardziej chaotyczny niż w Bangkoku, ale bez dramatów. Faktycznie masa innych dwukołowców, które podróżują wielkimi ławicami, bardzo blisko siebie. Cokolwiek luźne podejście do przepisów, ale generalnie spokojnie, trochę jak w Kathmandu.
☭
Generalnie wszyscy – szczególnie tzw. pospolici turyści – dziwią się widząc tu białasa na skuterze. Nawet moja landlady wykazała szczery i autentyczny podziw słysząc, że zdobywam HCMC na dwóch kołach. Trochę tu pewnie działa legenda SE Azji jako miejsca z totalnie nieucywilizowanym ruchem ulicznym. Osobiście tego nie rozumiem – jasne, panuje ogólny chaos i rozpierducha trzecioświatowa, ale taki jest charakter tego miejsca i trzeba to zinternalizować, a nie jęczeć.
☭
Kupiłem na lokalnym bazarze dwie motocyklowe maski od pyłu i smogu (de facto od słońca głównie, bo one niczego nie filtrują). Jedna z logo Versace, druga w kratę Burberry – trzeba wszak podróżować z klasą ;-). Myślę, że przepłaciłem z 5 razy – odwykłem już od targowania się. Na bazarze sporo pięknego rękodzieła, ale pewnie niczego nie przywiozę – bo: targowanie się.
☭
Wietnamczycy, jak mnie ostrzegało kilka osób, są dosyć szorstcy i bezpośredni. Całkowite przeciwieństwo Tajów, a w szczególności Tajek, które często są jak miód, do tego z masłem. W sumie wcale mi ta oschłość nie przeszkadza.
☭
Wygląda na to, że zupełnie nieświadomie zamieszkałem w miejscu, do życia w którym aspiruje lokalna klasa średnia (a być może nawet wyższa). Ciekawe doświadczenie, bo to taki urbanistyczny mikroklimat, plus fajnie jest oglądać świat z 49 piętra, ale sterylne to wszystko i sztuczne. Tu można sobie obejrzeć jak wygląda luksus w wydaniu wietnamskim: http://www.vinhomescentralpark.co/. Jeszcze 4 lata temu był tu port, doki i rzeczno-podmiejski chaos.
☭
Wietnamczycy jedzą dramatyczne ilości mięsa. Miałem nadzieję na śniadanie zjeść zupę pho w wersjie wege, vegan, albo w ostateczności z małą żabą. Nic z tego – woły, świnie, flaki, kurze łapy, żołądki, sadło. Nawet o rybę ciężko. W przystawkach znalazłem tofu smażone z cebulą w sosie rybnym, do tego ryż. Jako że to przystawka, to spodziewałem się śladowych ilości – nic bardziej błędnego, w Wietnamie jadamy konkretnie! Dostałem michę z 0,5 kg tofu, do tego równie wielką porcję ryżu. Bardzo to było smaczne i wraz z kawą kosztowało ca. 4 USD.
☭
Revolut jest praktycznie bezużyteczny w tym kraju. Kartę akceptuje może co trzeci bankomat i są potężne problemy w POSach. A ja im (jeszcze bardziej) zaufałem i kilka dni temu przeniosłem się do burżujskiego planu Metal. Chyba się rozstaniemy jak tak dalej pójdzie…

