fru.

Wyrwałem się w końcu z Warszawy. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to na co najmniej 3 miesiące. Timing niemal idealny, bo właśnie zaczęło być naprawdę zimno.

Do tego atmosfera w PL robi się na tyle rzygawiczna, że rozważam wyjazd na kilka lat co najmniej. Polskie kompleksy (głównie niższości), wszechobecne buractwo, ignoracja, przerośnięte ego i zwyczajna głupota, dodatkowo podbudowane ojczyźnianą narracją rządzącej ekipy, pęcznieją do rozmiarów wręcz niewyobrażalnych. Czekam na moment, gdy będę mógł spalić polski paszport i niezobowiązująco nasikać na popioły.

Tymczasem jednak amtosfera zdecydowanie się ociepliła.

Palma, plaża, skuter (mały i niebieski tym razem), ryż, świeże krewetki, som dtam, kokos, banan, mango, tajska bazylia, tom kha bplaa, palmy, szalotka, palmy, sos sojowy, palmy, gekon, piasek, wiatr, słońce, monsun (ten zimowy), wiatr, fale, sos rybny, gekon, piwo Cheers, 7/11, ryż, lotos, stupa, Buddha, cykady. W tle monarchistyczna dyktatura.

Gekon wraca do leniwych obserwacji.

Leave a Reply