Gdyby nie trudy podróży (samolot, lotnisko, samolot, taksówka, lotnisko, samolot, minibus, skuter), byłoby całkiem OK. Do tego tym razem, podczas najdłuższego lotu, miałem za plecami bachora! Ale to był dobry bachor, bo po początkowym wzbudzeniu poszedł spać i nie odezwał się więcej. Może mądrzy rodzice nakarmili go diazepamem.
Miałem przesiadkę w Moskwie i to w sumie jest dobra opcja, bowiem lot SVO-BKK trwał jedynie 8h. Różnica między 8 a 10 wydaje się mała, ale, wbrew pozorom, ma to znaczenie.
Zostałem też szczęśliwym posiadaczem karty Priority Pass, więc zamiast koczować gdzie bądź podczas przesiadek (i przed lotem), mogę oddawać się chilloutom w business lounge’ach. Biorąc pod uwagę totalne umasowienie podróży samolotami, jest to jedyna droga ucieczki przed wakacyjnymi hordami – w każdym razie na lotniskach.
W BKK trafiłem na nieco oderwaną od rzeczywistości IO, która nie zauważyła nawet mojej wizy METV i wstęplowała mi do paszportu 30 dniowy waiver. Będąc cokolwiek nieprzytomny, po całej nocy w samolocie, nawet nie sprawdziłem. Teraz czeka mnie skuterowa wyprawa do Immigration w NST, żeby to wyjaśnić. Problem zasadniczo niewielki, ale zawsze.
Mój dom się akurat maluje, więc dostałem tymczasowo inny. Nowocześniejszy, ale za to gorzej położony. Za tydzień ma być po remontach (fingers crossed).
Jetlag obudził mnie w środku pierwszej nocy, więc poczytałem nieco, a potem poszedłem na plażę porobić zdjęcia o wschodzie słońca. Jako że akurat zaczyna się drugi monsun (ten północno-wschodni, czy też zimowy), morze mocno rozfalowane, wieje, a na plaży flotsam i jetsam. Głównie plastikowe butelki i styropian, pływaki od sieci, ale trafiają się też pięknie porośnięte muszlami kawałki bambusa, kokosy etc. Poniżej kilka zdjęć.
