Co prawda mam do kina podejście relatywnie mało akademickie i mało analityczne (to chyba w ramach równowagi do reszty życia, gdzie analiza i planowanie odgrywają bardzo dużą rolę – co jest, prawdę mówiąc, niezbędne, przy mojej coraz bardziej nomadycznej i bezkompromisowej egzystencji), patrzę raczej po gatunkach, ew. krajach, rzadziej po reżyserach, praktycznie nigdy po aktorach. Kilka nazwisk zapadło mi w pamięć, ale to raczej przypadkiem. I staram się co roku bywać na festiwalu Pięć Smaków, o czym zresztą regularnie wspominam na YK.
No i z tego powodu właśnie muszę się posiłkować rozmaitymi portalmi, gdzie mogę sobie poczytać recenzje i dowiedzieć się o nowościach. I tak, moje aktualnie ulubione portale to:
Znalazłem też bardzo ciekawe źródło informacji o festiwalach kina azjatyckiego – Asian Film Festivals. To jest naprawdę rewelacyjna sprawa, jeśli siedzi się w rejonie dłużej i można zaplanować różne eskapady na kilka miesięcy naprzód. W marcu na przykład mamy międzynarodowy festiwal filmowy w Phnom Penh, rzut owocem liczi ode mnie. Czy może być coś piękniejszego od festiwalu filmowego w nieznanym nam jeszcze mieście w południowo-wschodniej Azji?
No, a na najbliższe dni mam całą kolekcję azjatyckich filmów z detektywem w tytule:
- Detective Dee – czyli kryminał historyczny w stylu Wuxia (aż trzy części),
- Detective K – znowu kontekst kryminalno-historyczny, tym razem XVIII wiek w Korei (również trzy odsłony),
- I wreszcie Detective Byomkesh Bakshy! – Indie, Kalkuta w czasie II wojny światowej i mroczna tajemnica zaginionego aptekarza!
Jako że w okolicach nowego roku minie mi akurat miesiąc w Khanom, a po miesiącu w Khanom trzeba zrobić małą eskapadę gdzieś w świat, plus będzie mi potrzebna kolejna wizowa pieczątka w paszporcie, postanowiłem spędzić nowy rok w Georgetown. Byłem tam już co prawda, ale wtedy jeszcze nie jeździłem skuterem, a piesze eksploracje w monsunowych tropikach nie są takie fajne. Teraz będę zmotoryzowany, więc jest szansa, że obejrzę całą wyspę Penang.

