z kącika kinomana.

Szklana pogoda.

Pogoda bardzo sprzyja oglądaniu filmów – co prawda nie jest to takie polsko-jesienne kiszenie się w mieszkaniu, bo można tutaj pootwierać drzwi, okna (czasem tylko trzeba potem wylać z domu kilka wiader wody) i słuchać deszczu, a w przerwach od deszczu, które co prawda zdarzają się coraz rzadziej, posłuchać morza, ptaków, a wieczorem także cykad i co najmniej dwóch rodzajów gekona – poświęciłem więc trochę czasu, żeby poszukać dobrych źródeł informacji na temat kina azjatyckiego.

Co prawda mam do kina podejście relatywnie mało akademickie i mało analityczne (to chyba w ramach równowagi do reszty życia, gdzie analiza i planowanie odgrywają bardzo dużą rolę – co jest, prawdę mówiąc, niezbędne, przy mojej coraz bardziej nomadycznej i bezkompromisowej egzystencji), patrzę raczej po gatunkach, ew. krajach, rzadziej po reżyserach, praktycznie nigdy po aktorach. Kilka nazwisk zapadło mi w pamięć, ale to raczej przypadkiem. I staram się co roku bywać na festiwalu Pięć Smaków, o czym zresztą regularnie wspominam na YK.

No i z tego powodu właśnie muszę się posiłkować rozmaitymi portalmi, gdzie mogę sobie poczytać recenzje i dowiedzieć się o nowościach. I tak, moje aktualnie ulubione portale to:

Znalazłem też bardzo ciekawe źródło informacji o festiwalach kina azjatyckiego – Asian Film Festivals. To jest naprawdę rewelacyjna sprawa, jeśli siedzi się w rejonie dłużej i można zaplanować różne eskapady na kilka miesięcy naprzód. W marcu na przykład mamy międzynarodowy festiwal filmowy w Phnom Penh, rzut owocem liczi ode mnie. Czy może być coś piękniejszego od festiwalu filmowego w nieznanym nam jeszcze mieście w południowo-wschodniej Azji?

No, a na najbliższe dni mam całą kolekcję azjatyckich filmów z detektywem w tytule:

      Detective Dee – czyli kryminał historyczny w stylu Wuxia (aż trzy części),
      Detective K – znowu kontekst kryminalno-historyczny, tym razem XVIII wiek w Korei (również trzy odsłony),
      I wreszcie Detective Byomkesh Bakshy! – Indie, Kalkuta w czasie II wojny światowej i mroczna tajemnica zaginionego aptekarza!

Jako że w okolicach nowego roku minie mi akurat miesiąc w Khanom, a po miesiącu w Khanom trzeba zrobić małą eskapadę gdzieś w świat, plus będzie mi potrzebna kolejna wizowa pieczątka w paszporcie, postanowiłem spędzić nowy rok w Georgetown. Byłem tam już co prawda, ale wtedy jeszcze nie jeździłem skuterem, a piesze eksploracje w monsunowych tropikach nie są takie fajne. Teraz będę zmotoryzowany, więc jest szansa, że obejrzę całą wyspę Penang.

Leave a Reply