Szukając nowych inspiracji kulinarnych, inspiracji, które będą zarówno mieścić się w formacie WFPB (czyli roślinne, nieprzetworzone, z dopuszczeniem okazjonalnej rybki, czy też krewetki), trafiłem na blog simpleveganblog.com i bardzo prosty przepis na tajskie curry.
Większość ingrediencji miałem już lodówce, pojechałem więc na bazar, by dokupić kartofla (w ogóle nie jadam tu ziemniaków), cukier palmowy i pastę curry. U mojej pani bazarowej nie było co prawda zółtej pasty curry, ale była pasta massaman. W sumie interesująca wariacja. Co ciekawe, brokuła miałem w lodówce, kupiłem dzień wcześniej do stir-fry. Obecność farangów w okolicy powoduje, że na bazarach regularnie pojawiają się egzotyczne warzywa w rodzaju kalafiora i brokuła właśnie.
Przepis poniżej:
→ https://simpleveganblog.com/1-pot-vegetable-thai-curry/
Wyszło bardzo fajnie. Co prawda dodałem nieco za mało pasty. W przepisie jest jedna łyżka, dodałem dwie, a powinno się dodać jakieś 4-6. Ale być może mam już wypaczone kubki smakowe – po kilku latach regularnego pomieszkiwania tutaj, coraz lepiej znoszę bardzo pikantne potrawy.
Produkt końcowy wygląda tak:
A tak wygląda tutejszy cukier palmowy, formowany w małe dyski owinięte kawałkiem suchego liścia:


