do Khanom.

I znowu niedziela w podróży. Niedziela, generalnie, to dobry dzień na podróże, bo w niedziele zasadniczo mało się dzieje, panuje ogólny marazm, nie do końca wiadomo, co ze sobą zrobić, pojawia się niechęć i napięcie przed poniedziałkiem. Ja co prawda od jakiegoś już czasu mam nieco inne poniedziałki niż większość populacji, nie muszę tłuc się do biur i kisić w szklanych pułapkach, za to mogę niezobowiązująco wciągnąć laptopa do łóżka i przez pół poniedziałku pracować spod kołdry.

Co nie zmienia faktu, że pewna podświadoma awersja pozostała i warto odciągnąć od niej umysł, angażując się w coś stymulującego (ew. umiejscowić rzyć na poduszce i medytować). I tak rano pokonałem na skucie (z torbą przytroczoną do bagażnika – co nieco zmieniło jego środek ciężkości) pół Bangkoku – z Ekkamai do Lat Phrao, gdzie oddawałem skuta. Owner był nieco niepocieszony faktem, że skut lekko przytarty, ale skwapliwie przyznałem się do winy i zaoferowałem pokryć wszelkie koszta. To najwyraźniej miało pozytywny efekt (albo to mój niezaprzeczalny urok osobisty) i ostatecznie nie zapłaciłem an bahta. I to mimo nalegań, żeby zapłacić choć z pięćset. Potem Grab na lotnisko i dwie godziny niezwykle przyjemnego chilloutu w lounge’u Coral. Mają bardzo dobrą kawę – co prawda od jakiegoś czasu nie pijam kawy, ale w podróży można, a nawet trzeba, lekko rozluźnić dyscyplinę.

Potem samolot do Nakhon, dalej minibus do Khanom, gdzie czekał już na mnie skuter (tym razem czerwona Yamaha Grand Filano). W domu na ganku torby z psim jedzeniem – sąsiad wyjechał na jakiś czas i zostawił w moich rękach młodego psa (chyba owczarka niemieckiego, ale ciężko stwierdzić na tak wczesnym etapie rozwoju). Byliśmy już na spacerze na plaży, pies musi się jeszcze dużo nauczyć, jeśli chodzi o dyscyplinę spacerową.

Hmaa lek lek, czyli bardzo mały pies.

Tymczasem Andrew McGregor donosi, że w Bangkoku ruchy wojsk, a król ściągnął do Monachium (gdzie zwykle rezyduje, z przerwami na ekskursje do Zurychu i okazjonalnie kraju ojczystego) dowództwo tajskich wojsk. Zakładam, że nie planują desantu na rzplitą buracką, więc być może szykuje się mały coup d’etat. Być może przede mną rok niebezpiecznego życia w wydaniu tajskim.

Plusem kolejnego przewrotu będzie osłabienie bahta i fakt, że większość turystów ucieknie w panice! Jak tylko się zacznie, lecę do BKK robić zdjęcia człogom. ;-)

Leave a Reply