Penang ma całą masę różnych komunalnych miejsc, najczęściej zlokalizowanych u podnóża wzgórz. Są więc rozmaite parki dla młodych i starych, ze sprzętem sportowym, zajęciami aerobiku i tai chi, basenami, bieżniami etc. Lokalsi są dosyć aktywni, więc pod wieczór robi się tam całkiem tłumnie. Jednym z takich miejsc są lokalne ogrody botaniczne. Co prawda, jak dla mnie, bardziej sprawdzają się jako kolejny park – spodziewałem się hodowli rozmaitych egzotycznych kwiatów i nawet prztargałem aparat, żeby zrobić im różne uroczo rozmyte zdjęcia, ale z okazów botanicznych są tu głównie drzewa.
Też interesujące, ale gorzej wychodzą na zdjęciach z bliska.
Ogrody są położone w szerokiej dolinie, która powoli wcina się we wzgórza. Daje to bardzo fajny efekt przestrzenny:
Naotmiast na zboczach wzgórz poukrywane są różne małe atrakcje, na przykład staw porośnięty lotosami:
I móje absolutnie ulubione miejsce, Curtis Trail, czyli ścieżka przez dżunglę. Ścieżka ma może z kilometr, ale atmosfera i widoki są tam takie, że mogłaby mieć i 20 km:
W ogóle w tej dbałości o rejony komunalne i tereny zielone, wyspa nieco przypomina Singapur który zresztą zbliżony jest do Penangu etnicznie. Wiele osób, z którymi rozmawiałem, twierdzi, że Singapur do mnie pasuje – trzeba będzie tę tezę przetestować sooner or later.





