jungle trails.

Na wzgórzach w środku wyspy są dziesiątki różnych szlaków i ścieżek prowadzących przez lokalny rainforest. Jestem tam prawie każdego popołudnia i mam okazję porównać swoją formę z czasów, kiedy biegałem taki Bieg Rzeźnika i z czasów bardziej dzisiejszych, czyli czasów totalnego upadku, katastrofy i permanentnej żałoby, jeżeli chodzi o długodystansową formę biegową. Tak jak wtedy byłem nieśmiało aspirującym jeleniem, teraz jestem na wpół zdechłym ślimakiem po amputacji jedynej nogi.

Ale to nic, formę można odbudować. Chyba kupię kijki oraz Camelbacka i wrócę do biegów po wzgórzach, bowiem klimaty dżunglowe zaskakująco mocno mnie motywują.

I tak wczoraj wybrałem się na marszobieg z okolic ogrodu botanicznego do Moon Gate 5. Moon Gate 5 to jest miejsce odpoczynku na wzgórzach (hill station) – są tam ławki, bieżąca woda, wolontariusze robią herbatę i kawę etc. To też wskazuje na to, że nie mamy do czynienia z klimatami totalnie dzikiej dżungli a la Borneo, ale lokalnym odpowiednikiem szlaków w Tatrach. Co jest jak najbardziej OK: nie ma nic gorszego od bycia zjedzonym przez tygrysa w połowie obiecującej wycieczki.

W początkowej części scieżek mamy nawet schodki:

Jungle trails.

Jungle trails.

Ale wyżej zaczyna się wąska, ubita ścieżka przez las:

Jungle trails.

Jungle trails.

Jungle trails.

A tu niezbyt dobre zdjęcie – wszędzie są rośliny, które wchodzą w kadr – wyspy z góry:

Widok na Penang ze wzgórz.

Leave a Reply