Zasadniczo bardzo lubię większość aspektów życia w Południowo-Wschodniej Azji i czuję się dobrze w monsunowych tropikach, ale jeśli jest jeden aspekt, który absolutnie uwielbiam, to są to monsunowe deszcze. Oczywiście najbardziej atrakcyjna jest tranzycja z pory suchej do deszczowej i obserwowanie jak zmienia się pogoda, wegetacja i temperatura.
W tej części świata jest zielono nawet w porze suchej, ale pamiętam z dzieciństwa w Nigerii, że tam pora sucha oznaczała wysuszenie do zera wszelkiej niemal roślinności. I nagle, z nastaniem pory deszczowej, te suche patyki praktycznie z dnia na dzień zaczynały wypuszczać nowe pędy i liście. Było to fascynujące doświadczenie.
Penang przez ostatnie dwa tygodnie był rozgrzany do białości i trochę ciężko było funkcjonować. Przedwczoraj w nocy przyszedł pierwszy duży deszcz – padało chyba z godzinę – wczoraj pojawiły się duże skupiska chmur, dzisiaj pada już od późnego popołudnia.
Wzgórza schowały się w mgle i wyglądają bardzo nastrojowo:
W najbliższych tygodniach prognozy będą wyglądać tak jak ta:
To oznacza, że mogę z jednej strony oddawać się swojej ulubionej rozrywce – słuchać deszczu po nocach – a z drugiej, że muszę zaopatrzyć się w płaszcz i przygotować się na nieco mokrych eskapad na skucie.
Jestem szczęściarzem, bo w ciągu krótkich 4 miesięcy udało mi się zaliczyć dwie pory deszczowe – zimowy monsun w Khanom i, teraz, początek deszczów na Penangu.


