w Khanom.

Król się koronuje (co wychodzi tak średnio, jako że do popularności Bhumibola odrobinę mu brakuje), a Miro wraca do swojej nadmorskiej samotni.

Bardzo fajny transfer z Bangkoku nad morze – logistycznie taki jak zwykle, ale z różnymi miłymi niespodziankami. Miasto częściowo opustoszałe – część ulic pozamykana, a ludzie chyba pochowali się w domach, żeby swoją nieobecnością dać świadectwo daleko posuniętej niechęci do Ramy X – więc przejazd przez BKK oszałamiająco szybki. W lounge na DMK 15m masażu pleców i głowy za friko (i pikantne mule po tajsku), samolot lekko opóźniony, za to później minibus z NST cały do mojej dyspozycji (jak zwykle).


Do na swoim miejscu, chociaż lokatorka pozdejmowała moje rybackie konstrukcje i powiesiła swoje, bardziej minimalistyczne i mniej dosłowne – ale ja pracuję w IT, więc mam prawo mieć braki we wrażliwości artystycznej, LOL. Teraz muszę wieszać swoje pływaki od nowa. Dom chyba przeżył jakiś mały kryzys, bo mamy nowe drzwi do kuchni (nie odkryłem jeszcze co się wydarzyło).


Para, która na zmianę z właścicielami zarządza domami tutaj, zrobiła małą plantację chaom po drugiej stronie ulicy. Chaom (zrobię przy okazji zdjęcia (famous last words)) to bardzo fajne lokalne warzywo, najczęściej używane w omletach. Ale ja mam plan, żeby zrobić z niego curry i kiszonkę. Zobaczymy, co z tego wyniknie.


Mam do towarzystwa trzy psy. Suryę, Baalę i, nieco podrośniętego już Ottona, którym opiekowałem się w lutym. Surya i Baala to psy mojej lokatorki – urocze, delikatne i mądre. Każde innej, bardzo rzadkiej rasy, nie pamiętam już nawet jakiej.

Surya.


Dzisiaj więc byłem na pierwszym długim spacerze po plaży z całą gromadą psów. Przeżyliśmy kilka bliższych i dramatycznych spotkań z całymi grupami psów z innych części kraju, jako że mamy koronacyjny długi weekend, a Khanom robi się w takich okresach nawet lekko tłoczne. Baala jest odważny i asertywny, ale nie agresywny. Ottonek niestety wciąż jest tchórzliwy i w sytuacjach kryzysowych ucieka do wody, gdzie trzęsie się ze strachu. Baala dobrze wyczuwa, kiedy inne psy wahają się, widząc mnie z bambusowym kijem i wykorzystuje te momenty, żeby je obszczekać i pogonić, LOL. Czuję, że się będziemy dogadywać.


Psy oczywiście wykorzystują każdy moment, żeby testować moją silną wolę i ładują się do domu.

Ale nie ma tak dobrze – najpierw będzie dom, potem fotel, a na koniec drapanie w drzwi sypialni, żeby dostać się na łóżko! Wszak miejsce psa jest na ganku, kobiety w kuchni i tak dalej – pochodzę z faszystowskiej rz-plitej burackiej i muszę pilnować utrzymania konserwatywnego standardu na obczyźnie! Może nawet założę klub polonii w Khanom i 10-tego każdego miesiąca będziemy organizować wieczornice z polską muzyką ludową, deklamacjami wieszczy i mszą z Torunia via Skype. I może wykładem grubawego pana z wąsem na temat zagrożeń, jakie niesie brukselski dyktat, relatywizm, liberalizm, lewactwo i, rzecz jasna, buddyzm. Wspaniały plan – ale nie tak wspaniały jak zmiana obywatelstwa, spalenie paszportu tego żenującego kraju i nasikanie na jego popioły – z transmisją live na YT! Ha!

Leave a Reply