pięć smaków 2019.

Festiwal Pięć Smaków 2019.

Do wyjazdu nieco mniej niż cztery tygodnie. Znalazłem urocze condo w zielonej, nisko zabudowanej dzielnicy Phra Khanong, dwa kroki od kanału Khlong Tan, z dala od wieżowców, za to dwa kroki od mojego ulubionego bazaru Phra Khanong i tylko 1-2 km od moich zwyczajowych miejscówek w Thong Lo i Ekkamai. Wieczorami uprawiam wizualną masturbację przy google street view i wirtualnie poznaję nową dzielnicę.

Jak wytrzymam te cztery tygodnie? Sam nie wiem, absolutnie rwę się już w świat. Na szczęście po drodze stały punkt mojego jesiennego programu, festiwal Pięć Smaków. Mówiąc zupełnie szczerze, to nie wyleciałem jeszcze do Azji, bo nie chcę, żeby uciekł mi ten festiwal. W tym roku ok. 40 filmów, z których widziałem chyba dwa, co dobrze świadczy o selekcjonerach (albo źle o skali i zasięgu moich kinematograficznych eksploracji).

Dzisiaj w Muranowie było kameralne ogłoszenie i omówienie festiwalowego programu. Jeden z prowadzących wspomniał przy tym o niepowtarzalnym charakterze azjatyckich metropolii, który tak dobrze oddaje większość filmów na festiwalu. Zdecydowanie coś w tym jest. Mimo że czasem mam ich dosyć, po kilku miesiącach odpoczynku nie mogę się doczekać powrotu do Bangkoku, Kathmandu, Penangu czy HCMC. W przyszłym roku może uda mi się do tej listy dołączyć kilka innych.

Ciekawa informacja – ze statystyk festiwalowych wynika, że wśród widzów przeważają kobiety.

Z rzeczy godnych uwagi w tym roku:

  • Restrospektywa Fruit Chana,
  • Dwa filmy Pemy Tsedena (tego od znakomitego Tharlo),
  • Asian Cinerama – przegląd ciekawych filmów z różnych części Azji,
  • Przegląd młodego kina japońskiego.

Czeka mnie ciężki tydzień bezpośrednio przed wylotem.