2019-11-30.

Pisałem już wielokrotnie, że w Bangkoku jest spora diaspora japońska, na którą składają się zarówno emeryci, którzy mogą żyć tutaj o wiele taniej niż w Japonii, jak i biznesmeni oraz working professionals, czyli sararimen oraz ich rodziny.

🐟
To oznacza, że jeśli tylko dokładniej poszukać, to znajdziemy japońskie łaźnie (onseny, z których nałogowo korzystam), japońskie supermarkety, malle i rzecz jasna wszelkie możliwe knajpy, na każdą możliwą kieszeń. W dzielnicy Thong Lo, gdzie mieszkałem kilka miesięcy w 2016 roku, zresztą dwa kroki od mojej aktualnej bazy w Khlong Tan, jest chyba największe nagromadzenie japońskich knajp.

Kilka dni temu wybrałem się na lunch do Nihonumra, gdzie niewielkiej w izakaya zjadłem coś, co nazywa się kabutoni, rybia głowa (chyba łososia) w lepkawym, lekko słodkim sosie (niby teriyaki, ale nieco inny) z różnymi dodatkami typu ryż, miso, sashimi, marynowane warzywa etc. Jako że od miesięcy nie jadłem natto, do którego mam gigantyczną słabość, skonsumowałem też maki z natto. A na deser mochi z lodami o smaku zielonej herbaty i pastą z czerwonej fasoli. Post factum ledwie się ruszałem, ale było to tak dobre, że już po godzinie chciałem wracać na kolejną sesję. Samokontrola jednak wzięła górę i kolejna sesja będzie w poniedziałek, akurat po onsenach. Co ciekawe, taki lunch kosztuje tutaj równowartość ok. 50 zł – w mieście stołecznym pewnie ze trzy raz więcej.

🐟
Tej jesieni przyjechałem do Tajlandii z relatywnie grubą kopertą USD, zakładając, że kupię sobie motor i będę nim objeżdżał okoliczne kraje… Zaplanowałem nawet piękną wyprawę po południowej Birmie w święta/nowy rok. Oczywiście, gdy już oderwałem się od mapy i zacząłem dokładniej planować, okazało się, że moja cyfrowa mentalność nieco nie pasuje do analogowej rzeczywistości – szczególnie w tej części świata. Do Birmy na własnym motorze wjechać się ot tak nie da, trzeba mieć specjalne pozwolenia i eskortę, kosztuje to masę kasy, załatwianie trwa tygodniami i ludzie łączą się w zorganizowane grupy, żeby sobie przez ten kraj przejechać np. z Indii. A miało być tak pięknie.

Podobnie jest np. z Wietnamem – praktycznie nie ma szansy wjechać do tego kraju motorem z tajską rejestracją, pożyć tam sobie kilka miesięcy, jeżdżąc na rzeczonym motorze, a potem wrócić do królestwa. Nieco łagodniej podchodzą do kwestii Laos i Kambodża. Ale Kambodża do wszystkiego podchodzi łagodnie, byleby tylko zapłacić odpowiednią kwotę odpowiedniemu urzędnikowi.

Czy zdeprymowały mnie te archaiczne regulacje i głupawe ograniczenia dysfunkcyjnych systemów biurokratycznych? Odpowiadam: nie zdeprymowały. Nie po to wiozłem tu dualowy kask, kurtkę, świeżo nabyte skillsy motocyklowe oraz masę entuzjazmu, żeby poddać się przy pierwszej lepszej przeszkodzie.

Pojechałem więc dzisiaj do głównej siedziby Emmy, największej chyba wypożyczalni motocykli w BKK, żeby pogadać o wypożyczeniu duala. Wczoraj przymierzałem się do ślicznej Hondy CRF250L w ich filii w Khlong Tan, ale ta CRFka była skonfigurowana na kogoś, kto ma ze dwa metry wzrostu. W głównej siedzibie była CRFka z nieco obniżonym zawieszeniem, która do osoby o moim wzroście pasuje idealnie (przepraszam za okropne zdjęcie, ale było zrobione na szybko komórką):

Honda CRF250L.

Zrobiłem parę kółek i ósemek: jest lekka, zwrotna i powinna sprawdzić się nawet w bangkockim trafiku, choć tutaj wolę po prostu używać skutera z automatem.

Początkowo chciałem ją wziąć na tydzień, ale cenowo zdecydowanie bardziej opłaca się brać na miesiąc. Wszystko więc wskazuje na to, że 10 grudnia, akurat w 33 urodziny ;-), stanę się tymczasowym posiadaczem uroczej Hondy. I jakoś dzień później powinienem ruszyć na małą wycieczkę do południowej Tajlandii, do prowincji Nan.

🐟
Testuję różne aktywności z meetup.com. Nie wiem jeszcze jak to będzie współgrało z moim introwertyzmem, ale podchodzę do sprawy bez napinki. Dzisiaj zajrzałem na coś, co nazywa się Language Exchange, ale stado ludzi ściśnięte wokół małego stołu, uczące się wzajemnie mówić “dzień dobry” w różnych językach nie specjalnie mnie przekonało, więc dałem spokój.

Potem pojechałem na lekcję gotowania tajskiego jedzenia i to było całkiem udane.

Leave a Reply