2019-12-04

Bangkok w grudniu może wywołać pewien dysonans poznawczy (zawsze może zresztą, ale teraz wyjątkowo). Przebiwszy się przez rozszalałe miasto na skuterze, podsmażywszy się nieco w 30-kilku stopniach, trafiamy do japońskiej knajpy, gdzie wita nas “Dreaming of a White Christmas”. Oczywiście zapętlone z kilkoma innymi świątecznymi hitami. Post-wszystko.



W lobby mojego condo rzecz jasna choinka ze światełkami. Choinka sztuczna, ale do plastikowych gałązek drucikami przymocowano prawdziwe szyszki.

Tajowie co chwila nawiązują do świąt (w aptece na przykład dostałem w prezencie mała butelkę olejku kokosowego – pod choinkę) i są totalnie skonfundowani, gdy mówię “słuchajcie, jestem buddystą, nie obchodzę świąt”. Primo mają poczucie winy, bo mamy tu również mocny antyświąteczny trend, secundo nie do końca wiedzą, co zrobić z farangiem, który otwarcie deklaruje, że jest buddystą, zna trochę języka pali i jest relatywnie biegły w temacie nauk buddyjskich. Wychodzi na to, że jestem świętszy od papieża. I jeszcze nie chodzę po burdelach jak 90% lokalnej męskiej populacji. Santo subito, maderfakers.


Zapisałem się na internetowy kurs Adobe Premiere – programu do obróbki video. Miałem nadzieję, że ogarnę sprawy intuicyjnie, ale ilość formatów, parametrów i opcji plus czas jaki trzeba poświęcić na wyrenderowanie krótkiego nawet filmu z jakości wysokiej na webową, zdecydowanie przemawiają za bardziej systematycznym podejściem.


Spędzam godziny na forum GT Rider szukając ciekawych tras w prowincji Nan i okolicach. Wygląda na to, że jest to fascynujący rejon i jestem totalnie podekscytowany zbliżającą się wycieczką.


Poszukiwania długoterminowych opcji wizowych jak na razie nie dają spodziewanych efektów. Mogę sobie kupić pięcioletnią wizę Thai Elite za ponad 60k złotych, albo bawić się w udawanie studenta i dostać wizę ED (education), co jest męczące i wymaga masy formalności. Mogę też dalej bawić się w żonglerkę wizami turystycznymi. Mogę też olać Tajlandię i przenieść tymczasową bazę do Wietnamu albo Laosu, gdzie cudzoziemcy jak na razie nie są traktowani jak intruzi. I tak się pewnie skończy – nie chcecie Miro? Kij Wam w oko.


Podczas wieczornych eksploracji na skuterze znalazłem uroczą drogę nad kanałem Khlong Tan. Wzdłuż trochę niewielkich, drewnianych domków, wszystko przypomina trochę rybacką wioskę. Podejrzewam, że to jest jedna z takich spontanicznych osad, które stopniowo są w Bangkoku eliminowane. Nie wiem jeszcze jak moja kamerka sprawuje się po nocach, ale spróbuję nagrać tam krótki film któregoś wieczoru.

Leave a Reply