2019-12-26.

Zapadłem w grudniowy marazm. Nie wiem, czy to kwestia końca roku, podświadomie wdrukowanych wzorców leniuchowania w święta, czy zmęczenia po wyprawie na północ, ale nic mi się nie chce.

Podejrzewam, że to jednak mentalne zmęczenie po emocjonującej wycieczce. Jeszcze dzień, dwa, po, wciąż lekko nakręcony adrenalinowo, pozałatwiałem kilka spraw, ale potem mózg zaczął wysyłać jasne sygnały: żadnych motocyklowych szaleństw na razie. Ergo, odpoczywam. Mam tendencję do zajeżdżania się, gdy mnie coś kręci (tak było na przykład z bieganiem, z treningami do triathlonu, jogą), więc tym razem będę uważniej słuchał organizmu. Chciałbym, że motocykle stały się integralną częścią mojego życia na dłużej. Poza tym bieganie na siłę to w najgorszym przypadku kontuzja, z motocyklami sprawa jest poważniejsza.

Ale, złożyłem wniosek o nowy paszport, bo stary powoli się zapełnia. Udało mi się też potwierdzić kwestie wizowe jeśli chodzi o Laos, więc wszystko wskazuje na to, że w lutym na dobre porzucę Tajlandię (która robi się mocno chujowata pod każdym względem) i na jakiś czas osiądę nad Mekongiem. Bardzo jestem ciekaw, co z tego wyniknie.

Nad TH dzisiaj częściowe zaćmienie słońca. Ani chybi bogowie się pogniewali i trzeba złożyć jakąś ofiarę.

Jutro ruszam na południe i będę o tym pisał tutaj.

Leave a Reply