2019-12-31 – Z Huay Yang do Prachuap Khiri Khan.

Dzisiaj miał być rest, ale zupełnie przypadkiem nic z tego nie wyszło. Miałem leniwie i niezobowiązująco pojechać do Prachuap Khiri Khan, poszukać otwartego warsztatu i myjni. Ponieważ google maps nie odróżnia dróg gruntowych od pozostałych, okazało się, że trasa, którą wybrałem jest całkiem terenowa.

Najpierw były leśne drogi przez niewielki park narodowy nad morzem, a potem szutrowo-piaskowa droga techniczna wzdłuż torów kolejowych. Praktycznie nie widziałem dzisiaj asfaltu. Wszystko to bardzo ekscytujące, coraz pewniej czuję się na motorze także na piasku i żwirze. Poza tym dzisiaj święto, więc te boczne drogi zupełnie opustoszałe.

Wracając spróbowałem jazdy po plaży – no cóż, wizja, w której pędzę po plaży w stronę zachodzącego słońca, rozpryskując wodę oraz piach i wzbudzając uciechę gawiedzi raczej się nie spełni. Motor się zakopuje, tylne koło ślizga, silnik wyje. Fajne to jest, ale klimat orki na ugorze – wyciąganie motoru z kolein, pomaganie sobie nogami, żeby w ogóle ruszył do przodu, wężowe ruchy na piasku… Ciężka fizyczna praca. Widziałem na YT, że do jazdy po wydmach są specjalne opony, z takimi łopatowatymi wypustkami, więc może to kwestia ogumienia. A może skillsów, może czegoś nie wiem.

Jako że miał być rest, to nie wziąłem kamerki i nie nagrałem terenowych zabaw. Pewnie nadrobię jutro albo pojutrze.

Leave a Reply