Pierwszy tydzień za mną. Było super intensywnie ostatnio, więc wczoraj praktycznie nie ruszyłem się kanapy, gdzie oddawałem się egzotycznej rozrywce oglądania seriali. Dzisiaj już lepiej, pojechałem poszukać trzcinowych lamp i posiedziałem kilka h w Cafe Farmazon (Amazon de faco, lokalna sieciówka) tłumacząc i nadrabiając zaległości w korespondencji.
Zacząłem załatwiać wizę biznesową. W przyszłym tygodniu dostanę oficjalne pismo z laotańskiego MSZ, z którym będę musiał przeprawić się przez granicę do Tajlandii i natychmiast wrócić. Dostanę wtedy tymczasową wizę biznesową, a mój paszport na kilka tygodni zniknie w lokalnym ministerstwie pracy. Efektem całego tego zamieszania ma być pozwolenie na pracę w postaci specjalnej książeczki, lokalny dowód osobisty i wiza wielokrotnego wjazdu ważna rok.
Tym samym Wientian stanie się moją bazą, z której będę mógł wyprawiać się w różne zakątki Azji. Jeśli wszyscy nie umrzemy do tego czasu, to w marcu być może wyskoczę na południowo-wietnamskie wyspy. Ale jeszcze nie wiem.
Poza tym nieźle znam sąsiedztwo, wiem już, gdzie owoce, gdzie ryby, gdzie koszyki a gdzie ryż. Wientian jest mały i raczej logicznie rozłożony w przestrzeni, więc bardzo szybko wchodzi mi do głowy. A może to kwestia tych godzin spędzonych nad mapą w trakcie przedwyjazdowych analiz.
Kraj jest mocno wyluzowany, na przykład gdy próbowałem w aptece kupić zatyczki do uszu, uśmiechnięta pani magister wręczyła mi pudełko diazepamu. W sumie całkiem trafna diagnoza, ale zdecydowałem się na mniej inwazyjną głowologicznie kurację.
Jeszcze nie dojrzałem do regularnego fotografowania, ale wpadają mi w oko różne ciekawe miejsca, więc może coś z tego będzie. Dzisiaj zdjęcie z przedmieść:
W środku laterytowej pustyni chińczycy stawiają zamknięte osiedle. Nazywa się Paradise, jeśli wierzyć mojej landlady.
Ciekawe w ogóle kwestie związane z historią Laosu wychodzą w rozmowach. Moja landlady uważa, że amerykanie zbombardowali Laos, bo zostały im wolne bomby po wojnie w Wietnamie, więc zrzucili je sobie w laotańskich górach, jako że tam pusto. Pathet Lao i Ho Chi Minh trail chyba wygumkowano.

