2020-02-20.

Przez ostatnie kilka dni mieliśmy w VTE małą zimę. Rano nieco ponad dwadzieścia stopni, w ciągu dnia 26-27. W nocy nawet 18! Zacząłem chodzić w długich spodniach i wiązać coś na szyi, bo można zmarznąć w tych tropikach.

Pierwszy etap wyrabiania wizy mam za sobą – czeka na mnie już list z ministerstwa. Najwyraźniej przeszedłem wszelkie możliwe screeningi i establishment laotański uznał, że jestem godzien zostania lokalnym biznesmenem. A tak poważnie, to zainkasowali USD, wypełnili stertę druczków i wydrukowali list z szablonu. Następnie podstemplowali wielokrotnie, bowiem w Azji pismo bez pieczęci to jak słoń bez trąby albo rzeczny bawół bez ogona.

W sobotę czeka mnie więc mała wyprawa do Tajlandii. Niestety, żeby uruchomić nową (na razie wciąż tymczasową) wizę, muszę opuścić kraj nad Mekongiem, a następnie do niego wrócić, płacąc jeszcze za tę przyjemność 30 USD. Buddowie…

Poza tym jest super – spokojnie, ale nie nudno, ciepło, ale nie gorąco, trzecioświatowo, ale tak w normie. W Kathmandu można czasem, szczególnie zimą, wpaść w ciężką depresję od tej rozpierduchy ogólnej, kurzu, smogu, zimna i beznadziei. Tutaj wszyscy (no prawie) zachowują pogodę ducha oraz radość życia i to się udziela.

Mam już swoje małe rutyny, kawiarnie, ulubione stoiska z grillowaną rybą i laotańskimi deserami. Do pełni szczęścia brakuje domu z widokiem na Mekong, ale nie od razu Rzym etc. Chyba zapiszę się na siłownię – znalazłem bardzo nowoczesne miejsce całkiem niedaleko – karnet nieco ponad 100 USD za trzy miesiące. Cena warszawska, ale siłownia tutaj to luksusy.

Apropos ryby, przeczytałem niedawno w Guardianie o seaganizmie. To tak pół żartem, ale chodzi o jedzenie roślin i czasem ryb i owoców morza. Zupełnie naturalnie w to wszedłem jakiś czas temu i jest mi z tym dobrze – do nabiału mnie nie ciągnie, zjedzenie kury, czy innej świni, już totalnie nie mieści się w świadomości, natomiast słabość do rybki (i krewetek, ośmiornic, małż, kałamarnic etc.) pozostała.

Nie zregenerowałem się jeszcze po emocjach ostatnich tygodni, więc najbliższy weekend raczej R&R, ale w przyszły chcę wypożyczyć terenowy motor i zrobić pierwszą małą pętelkę po lokalnych górach.

Leave a Reply