Pierwszą motocyklową wyprawę po Laosie zacząłem planować już w marcu, zaraz po zakupie motocykla tutaj. Nie wyszło ze względu na kowidka, ale idea wciąż tliła się tam gdzieś z tyłu głowy.
Miałem kilka koncepcji, ale ostatecznie zdecydowałem się na coś łatwego na początek, dobrze znaną Thakhek Loop. 450 km, (plus drugie tyle na dojazd i powrót), jaskinie, karstowe wzgórza, małe wioski, zasadniczo interior, pomijając część wzdłuż drogi krajowej nr. 13. To co prawda taki motocyklowy (i backpackerski) klasyk, coś jak Annapurna Circut w Nepalu, ale to nawet lepiej, bo primo mój motor ma już swoje lata i w razie czego będę miał gdzie go naprawić (ew. wrzucić na pickupa i na tarczy wrócić do VTE), secundo, potrzebuję czegoś łatwego i przewidywalnego na oswojenie się z Laosem na motorze.
Ostatnie dwa miesiące marazmu nieco mnie rozleniwiły i strasznie mi się nie chciało ruszać z domu, ale ostatecznie odnalazłem gdzieś motywację do tego, żeby się spakować, zamknąć dom i ruszyć w drogę.
Wyruszyłem ok. 1430, czyli w momencie, gdy było jeszcze gorąco, ale upał powoli zaczynał tracić swój pazur. Pierwsze 50 km bocznymi drogami, trafił się nawet kawałek gruntowy, na którym różne SUVy i miejskie jeepy poruszały się jak zdemenciałe ślimaki, podczas gdy XRka nabrała skrzydeł i płynęła jakieś 30 cm ponad wertepami, z siłą jak dynamit. Jak dynamit.*
Potem zaczęła się droga krajowa #13 i to jest ciężka sprawa. Jest to główna arteria w Laosie, arteria, którą jedzie masa tirów, budowlanych monstrów, ciężkiego sprzętu etc. Ma po jednym pasie w każdą stronę i jakieś resztki pobocza. Jak wygląda wyprzedzanie, można się domyślać, ale zasadniczo jest to dosyć stresujące przeżycie – nie pamiętam już nawet ile razy musiałem uciekać na pobocze, bo z przeciwka nadciągało coś rozpędzonego do 150 kmh, wyprzedzając na zapałkę, często na zakrętach. Trzeba być naprawdę uważnym i nie mieć zaufania do jakichkolwiek przyjętych zasad ruchu drogowego, czy choćby zdrowego rozsądku. Do tego droga często jest dziurawa, na zakrętach leżą zaspy żwiru, pobocza są nierówne i czasem bardzo wąskie. Honda co prawda ma terenowe zawieszenie, więc dziury jej niestraszne, do tego takim motorem ciężko jechać szybciej niż 80 kmh, więc jakoś to wszystko się równoważy. Plus przez ostatnie miesiące jazdy w Laosie oswoiłem się nieco z lokalną specyfiką (4000 km po tajskich drogach w grudniu 2019 też zrobiły swoje), więc sytuacje, które rok temu zszokowałyby mnie, teraz spływają po mnie jak woda po, za przeproszeniem kaczce. Nawet nie chodzi o to, że jestem mniej ostrożny, raczej na odwrót, jeżdżę wolniej i bardziej uważnie, ale pewne rzeczy zwyczajnie przestały na mnie robić wrażenie. Umysł to jak widać materiał bardzo plastyczny.
I tak, po 200 km, dwóch krótkich przystankach na złapanie oddechu i jednym tankowaniu dotarłem do Pak Kading. Wiem, że 200 km to nie jest oszałamiający dystans, ale nigdzie mi się nie spieszy. Przy takich dystansach można zrobić cały odcinek rano, przed najgorszymi upałami, a późnym popołudniem mieć czas na zdjęcia albo krótkie wycieczki w miejscu docelowym. Specyfika motocykla też ma znaczenie. W każdym razie nie mam ochoty powtarzać 450-km odcinków takich jak z Bangkoku do Phitsanulok – ani to przyjemne ani bezpieczne.
Pak Kading to bardzo mała, rozciągnięta wzdłuż drogi, miejscowość leżąca u ujścia rzeki Namkading do Mekongu. To ujście jest niezwykle urocze – miałem akurat kilka chwil nieco przed zachodem, żeby zrobić kilka zdjęć, które zupełnie nie oddają atmosfery miejsca (wina fotografa – dałem im za dużo światła). To tylko dodatkowo motywuje mnie do tego, żeby na jakimś etapie życia tutaj zorganizować sobie łódź i ruszyć wzdłuż Mekongu (w górę? w dół?), eksplorując po drodze rozmaite dopływy.
Na moście zaczepiły mnie bardzo miłe lokalne nastolatki i poprosiły o zdjęcie. Podejrzewam, że cała czwórka przyjechała na jednym skucie, rzecz jasna bez kasków.
Wieczór zakończyłem suszoną rybą z ryżem. Roku pańskiego 2012, w Birmie, zjedzenie podobnie suszonych ryb kosztowało mnie dwa dni ciężkich przejść żołądkowych, miejmy nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
[*] https://www.youtube.com/watch?v=LfsqSElTDhU



