Dwa dni nieprzewidzianego postoju i wstępnej załoby po Hondzie, ale chyba tym razem nam się udało. Motor spędził dwa dni w warsztacie i został rozłożony na części pierwsze. Woda była absolutnie wszędzie.
Byłem już przygotowany na to, że jutro rano zapakuję go na dach autobusu (opcja znacznie tańsza niż wynajęcie pick-upa z kierowcą) i w ten sposób wrócimy do VTE. Natomiast mój mechanik nie podawał się do końca i dzisiaj popołudniem udało mu się nie tylko złożyć cały motor do kupy, co było nie lada wyzwaniem, bo rano XRka wyglądała jak niżej, ale też uruchomić go i nawet klika km pojeździć.
Motor zostaje w warsztacie do jutra rana na finalny tuning, a potem biorę go w swoje ręce, żeby kontynuować eskapadę (co, mam nadzieję, powiedzie się, ale mam też niewielkie obawy). Co prawda na mini pętlę po północnej części Laosu już nie starczy mi czasu, ale powinienem dokończyć Thakhek Loop i może nawet spędzić dzień czilując nad rzeką w okolicach jaskiń Konglor.

