jak bawół w kałuży.

Zupełnie niepostrzeżenie zacząłem piąty miesiąc w Laosie. I to w drodze, podczas pierwszej lokalnej eskapady na motorze.

Zasadniczo jest mi tu niezwykle dobrze, chociaż czasami czuję się nieco sfrustrowany albo zagubiony różnicami kulturowymi. Natomiast tak na co dzień jest jak na poniższym zdjęciu:

Bawoły rzeczne w swoim żywiole.

Muszę zdecydowanie więcej czasu spędzać w interiorze, w Laosie wioskowym. I przestać się wreszcie obijać i zacząć płynnie mówić po laotańsku. Coś, co prawda, już mówię – ale konwersacje na razie się rwą. A tak z 1000 słówek więcej i byłoby już całkiem nieźle.

Leave a Reply