Zasadniczo na wschodzie bez zmian. Laos cały czas zamknięty. Wyjechać się co prawda da, choć nie jest to łatwe, ale powrót to już zupełnie inna sprawa. Ergo, nie ruszam się stąd, bo to dobre miejsce jest – na pewno lepsze od tego faszystowskiego ścieku znanego jako RP. Poza tym patrząc na to, co dzieje się z naszym wesołym wirusiakiem w US na przykład, kolejne kilka miesięcy w laotańskiej izolacji brzmi naprawdę dobrze.
Założyłem na FB grupę motocyklową dedykowaną Hondzie XR i każdego dnia uczę się nowych rzeczy, do czego bardzo motywuje rola admina grupy. Zacząłem też samodzielnie zmieniać olej w Czerwonym Potworze 2.0 i robić różne małe czynności maintenance’owe. Mam już cały worek nowych części, czekam na nowe i regularnie buszuję po aliexpresie polując na kolejne. Zaczyna mi brakować porządnego zestawu narzędzi i podnośnika pod motor.
Poza tym Laos, jak to Laos. Słuchamy jak rośnie ryż i niespecjalnie martwi nas cokolwiek. Przywykam do tego stanu rzeczy i coraz mi z nim lepiej. W świątynkach nad Mekongiem pod wieczór czantują mnisi na odosobnieniu monsunowym i czasem chodzę ich posłuchać. Nie mam wątpliwości, że sooner or later i mnie to czeka, ale to jeszcze nie ten moment.


