Ostatni miesiąc raczej bez fajerwerków – na wschodzie sezon na tajfuny i w ciągu ostatnich tygodni trafiły do nas chyba trzy. Co prawda zdegradowane do tropikalnych burz/niżów, ale i tak przyniosły sporo chmur, deszczu i ochłodzeń.
Poza tym 11 października zaczął się twardy lockdown w Luang Prabang i miasto całkowicie zamarło. Wszędzie barykady, praktycznie wszystko zamknięte – można jedynie kupić warzywa etc. na bazarach, ale tylko przez kilka porannych godzin. Kilka zdjęć z oblężonego miasta w serwisie Pakaad.
Tak więc nie pojeździłem specjalnie, nie popływałem, generalnie ora et labora.
Za nieco ponad miesiąc rocznica – pełne dwa lata w SE Azji, z czego 21 miesięcy w Laosie.
Poza tym region zaczyna się powoli otwierać na świat, więc obsesyjnie myślę o powrocie do realizacji swojego pierwotnego planu – 2-3 miesiące w Laosie, a potem miesiąc gdzieś indziej w okolicy. I to “gdzieś indziej” przybiera teraz formę willi z basenem na Koh Phangan albo innej tajskiej wyspie. Na wzgórzu, z widokiem na morze obowiązkowo. Jeśli czegoś mi brakuje w Laosie to właśnie plaż i otwartych przestrzeni nadmorskich. Wieczorne spacery albo biegi po plaży, jakie praktycznie codziennie uskuteczniałem w Khanom, zostaną mi w pamięci na zawsze.
Aha, poza tym wielkie święto, bo mamy pierwszą linię kolejową w kraju!
https://www.facebook.com/tholakhong/videos/430017865138925/
To jest chińska inwestycja, na odcinku Boten-Wientian (Boten jest na północy Laosu, na granicy z Chinami). Oficjalne otwarcie 2 grudnia, początkowo tylko cargo, ale w przyszłości także pociągi pasażerskie.
