Kolejny zaległy post.
Niedaleko od Luang Prabang, w stronę Nong Khiaw, zaraz za pierwszą tamą na Nam Ou, jest urocze miejsce, które nazywa się Bio Bamboo.
Zasadniczo jest taki pływający hotel, z bambusowymi chatami zbudowanymi na wodzie. Spędziłem tam kilka dni, próbując łowić ryby, pływając i generalnie chillując (jedzenie jest znakomite). Poniżej kilka zdjęć.
Jak widać na zdjęciach, sezon slash and burn w pełni, nad całym praktycznie regionem unosi się chmura dymu, widoczność jest kiepska, AQI jeszcze gorsze. Koniec marca nawet nie był taki zły, ale kwiecień do momentami był ultra toksyczny.
Próbowałem łowić ryby, ale jako że to jest zalew, moje techniki gruntowe nie działały i co raz zaczepiałem haczyki na zalanych drzewach etc. Tutaj przydałby się spławik, ale nie byłem wyposażony na taką ewentualność – następnym razem.
Generalnie był to super wychillowany wyjazd, jedyna wada, że chaty nie mają toalet i trzeba chodzić na brzeg.
