Chcieliście monsun, no to go macie,
Skumbrie w tomacie pstrąg.
Author Archives: miro
z kącika kinomana.
wszystkie wschody słońca.
Poranne spacery po plaży wchodzą mi krew powoli. Co prawda kadry ciągle te same, ale kolory i dynamika różne w zależności od dnia.
dom po remontach.
No i udało się, dom się pomalował, wróciłem więc niemal w to samo miejsce, w którym mieszkałem w maju, czerwcu, sierpniu i wrześniu. Niemal, bo do domu obok. Ale też dwa kroki od plaży. Nowy dom pachnie farbą i ma duże drzewo (figowca) od strony kuchennego wejścia.
powrót do Khanom.
Gdyby nie trudy podróży (samolot, lotnisko, samolot, taksówka, lotnisko, samolot, minibus, skuter), byłoby całkiem OK. Do tego tym razem, podczas najdłuższego lotu, miałem za plecami bachora! Ale to był dobry bachor, bo po początkowym wzbudzeniu poszedł spać i nie odezwał się więcej. Może mądrzy rodzice nakarmili go diazepamem.
fru.
Wyrwałem się w końcu z Warszawy. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to na co najmniej 3 miesiące. Timing niemal idealny, bo właśnie zaczęło być naprawdę zimno.
pouczająca opowieść z życia guru Rinpoche.
Wkrótce minie rok od moich praktyk w klasztorze w Kathmandu… Nie ukrywam, że często wracam do tego okresu, bo w sumie było to fascynujące doświadczenie. Szczególnie, jeśli pominąć zimno, kurz, smog i ogólną trzecioświatową rozpierduchę KTM.
I tak, czytałem ostatnio fragmenty “Introduction to Tibetan Buddhism” Johna Powersa, gdzie rzuciła mi się w oczy poniższa opowieść.
the Mauritania railway.
A w temacie minimalistycznego reportażu w stylu Midiego Z, oto co znalazłem w internetach:
→ The Most Extreme Railway in the World
Dokładnie ten typ przekazu reportażowego, który do mnie trafia.
festiwal pięć smaków.
hello, shadowlands.
Pojawiła się nowa, fascynująca książka nt. rozmaitych form zorganizowanej przestępczości i ich wpływu na ekonomię i społeczeństwo Południowo-Wschodniej Azji – “Hello, Shadowlands: Inside the Meth Fiefdoms, Rebel Hideouts and Bomb-Scarred Party Towns of Southeast Asia” Patricka Winna.
hades.
Pierwszy miesiąc w hadesie niemal za mną. Zimno, pochmurnie, mokro, a do tego polactwo wszędzie. Jeszcze niecałe pięć tygodni i znów, bez większego żalu, zostawię rz-plitą buracką, tym razem na cały kwartał.
Wrócę akurat na wiosnę, czyli najgorsza część roku mnie ominie.
Khanom – Bangkok.
I tak przyszło mi zakończyć kolejną iterację tajską (a w każdym razie jej element prowincjonalny). Strasznie mi szkoda wyjeżdżać z Khanom, ostatnie dwa miesiące były niezywkle udane pod praktycznie każdym względem. Tryb siedzenia tutaj przez 3-4 tygodnie, by potem zrobić krótką przerwę w dużym mieście, sprawdza się znakomicie – zresztą większość tutejszych expatów działa w ten właśnie sposób.
10 dni.
10 dni bez żadnego wpisu na YK. A to dlatego, że nic ciekawego się nie dzieje – praca, słońce, plaża, motor, bazar, warzywa, owoce, gekony, morze, deszcz okazjonalny.
klasyfikatory.
Ostatnio nieco poważniej podszedłem do kwestii klasyfikatorów w języku tajskim. Sprawa może wydawać się prosta, bowiem po polsku możemy powiedzieć zarówno “dwa chleby”, jak i “dwa bochenki chleba” albo “trzy piwa”, jak i “trzy butelki piwa”.
tajski, dalsze eksploracje kulinarne etc.
Wyjazd do Wietnamu nieco mnie odciągnął od wioskowej egzystencji i przy okazji nieco też zmęczył – HCMC jest super, ale jak każde duże azjatyckie miasto, jest hałaśliwe, chaotyczne i nieco drenujące z energii. Czas więc, żebym nadrobił zaległości, jeśli chodzi o życie na prowincji.
Good Morning Vietnam.
kawiarnie w HCMC.
Dzisiaj rano pojechałem popracować z jednej z lokalnych kawiarni – I.d. Okazało się, że jest w remoncie, ale kawałek dalej, na ulicy Pasteura, zaraz obok sporego zielonego skweru nieopodal Pałacu Zjednoczenia, znalazłem inną.
skuter w HCMC i inne obserwacje.
Rzecz jasna, jedną z pierwszych rzeczy, jakie należy zrobić po przyjeździe do nowego miasta w Azji, jest wypożyczenie skutera. Co też niezwłocznie zrobiłem. Znalazłem bardzo fajną wypożyczalnię, prowadzoną przez faranga osiadłego w HCMC wiele lat temu. Dostałem ładną Hondę Wave, wciąż relatywnie nową.
Continue reading
Z TH do VN.
Cały dzień dzisiaj non-stop w podróży. Khanom jest dobre, bo jest na końcu świata (prawie), ale z drugiej strony, gdy trzeba się stąd wydostać, to logistyka robi się złożona.
Continue reading
z wizytą u wujka Ho.
Zgodnie z planem sprzed kilku miesięcy, w sobotę wybieram się z tygodniową wizytą do Sajgonu, czy też Ho Chi Minh City. Co prawda miejskie eksploracje będę łączył z pracą, więc może się okazać, że nie starczy mi czasu na bardzo wiele, ale pewnie uda mi się przynajmniej delikatnie wyczuć lokalnego spiritus loci.


