Author Archives: miro

z kącika kinomana.

Szklana pogoda.

Pogoda bardzo sprzyja oglądaniu filmów – co prawda nie jest to takie polsko-jesienne kiszenie się w mieszkaniu, bo można tutaj pootwierać drzwi, okna (czasem tylko trzeba potem wylać z domu kilka wiader wody) i słuchać deszczu, a w przerwach od deszczu, które co prawda zdarzają się coraz rzadziej, posłuchać morza, ptaków, a wieczorem także cykad i co najmniej dwóch rodzajów gekona – poświęciłem więc trochę czasu, żeby poszukać dobrych źródeł informacji na temat kina azjatyckiego.

Continue reading

powrót do Khanom.

Gdyby nie trudy podróży (samolot, lotnisko, samolot, taksówka, lotnisko, samolot, minibus, skuter), byłoby całkiem OK. Do tego tym razem, podczas najdłuższego lotu, miałem za plecami bachora! Ale to był dobry bachor, bo po początkowym wzbudzeniu poszedł spać i nie odezwał się więcej. Może mądrzy rodzice nakarmili go diazepamem.

Continue reading

pouczająca opowieść z życia guru Rinpoche.

Wkrótce minie rok od moich praktyk w klasztorze w Kathmandu… Nie ukrywam, że często wracam do tego okresu, bo w sumie było to fascynujące doświadczenie. Szczególnie, jeśli pominąć zimno, kurz, smog i ogólną trzecioświatową rozpierduchę KTM.

I tak, czytałem ostatnio fragmenty “Introduction to Tibetan Buddhism” Johna Powersa, gdzie rzuciła mi się w oczy poniższa opowieść.

Continue reading

festiwal pięć smaków.

Ziemny pies (c) http://piecsmakow.pl

Jak co roku w listopadzie, w Warszawie odbywa się festiwal kina azjatyckiego – Pięć Smaków. Chodzę od lat, o ile akurat nie jestem w rozjazdach. Jako że wg. kalendarza lunarnego mamy właśnie rok ziemnego psa, maskotką festiwalu jest pies właśnie. Wcześniej mieliśmy świnię, smoka, małpę etc. W tym roku postanowiłem oddać się kinematograficznej orgii i kupiłem karnet na cały festiwal. Zapewne post-factum na dzwięk słowa “kino” będę dostawał mdłości.

Continue reading

hades.

Pierwszy miesiąc w hadesie niemal za mną. Zimno, pochmurnie, mokro, a do tego polactwo wszędzie. Jeszcze niecałe pięć tygodni i znów, bez większego żalu, zostawię rz-plitą buracką, tym razem na cały kwartał.

Wrócę akurat na wiosnę, czyli najgorsza część roku mnie ominie.

Continue reading

Khanom – Bangkok.

I tak przyszło mi zakończyć kolejną iterację tajską (a w każdym razie jej element prowincjonalny). Strasznie mi szkoda wyjeżdżać z Khanom, ostatnie dwa miesiące były niezywkle udane pod praktycznie każdym względem. Tryb siedzenia tutaj przez 3-4 tygodnie, by potem zrobić krótką przerwę w dużym mieście, sprawdza się znakomicie – zresztą większość tutejszych expatów działa w ten właśnie sposób.

Continue reading

skuter w HCMC i inne obserwacje.

Rzecz jasna, jedną z pierwszych rzeczy, jakie należy zrobić po przyjeździe do nowego miasta w Azji, jest wypożyczenie skutera. Co też niezwłocznie zrobiłem. Znalazłem bardzo fajną wypożyczalnię, prowadzoną przez faranga osiadłego w HCMC wiele lat temu. Dostałem ładną Hondę Wave, wciąż relatywnie nową.
Continue reading

z wizytą u wujka Ho.

Zgodnie z planem sprzed kilku miesięcy, w sobotę wybieram się z tygodniową wizytą do Sajgonu, czy też Ho Chi Minh City. Co prawda miejskie eksploracje będę łączył z pracą, więc może się okazać, że nie starczy mi czasu na bardzo wiele, ale pewnie uda mi się przynajmniej delikatnie wyczuć lokalnego spiritus loci.

Continue reading