Pierwsza rzecz jaką robię o poranku w Srimangal to wypożyczenie roweru. Niedaleko stacji kolejowej mieści się sklep z częściami do rowerów – choć patrząc po asortymencie jest to bardziej sklep z częściami do ryksz – gdzie przy okazji można wypożyczyć rower. Mój jest ewidentnie chińskiej produkcji, czerwony, zaklejony naklejkami w smocze wzory i bez wątpienia wykonany w tej samej technologii co chińskie czołgi. Jest cieżki, rozpędza się powoli, za to potem ciężko go zatrzymać, bowiem ma ledwie działające hamulce w stylu V-brake. Do tego groźnie wyglądające rogi przy kierownicy i cudownie brzmiący dzwonek o mocy niewielkiego megafonu. Poruszanie się nim w bangladeskim ruchu drogowym, nawet w tak małym mieście jak Srimangal, wśród ryksz, CNG, autobusów, pancernych ciężarówek i nielicznych samochodów, to przeżycie z gatunku mocnych. Na koniec dnia muszę zrobić podwójny zazen, żeby wrócić do równowagi ducha.
Continue reading →