Author Archives: miro

Do Rajshahi.

Dzisiaj kończę trzeci tydzień podróży. Czas na dzień lenistwa, nicnierobienia, biernej kontestacji wszelkich aktywności podróżnych i pozapodróżnych, świadomie indukowanego marazmu, a może nawet relaksu – o ile to możliwe w BD.

Niespiesznie przejadę tylko do Rajshahi.

Wypiłbym piwo (a jeszcze lepiej trzy), ale czujne oczy imamów nie zamykają się nigdy i tego typu pożałowania godne rozrywki są out of the question!

Paharpur.

Jestem przekonany, że w VIII, a może nawet X, wieku to było fascynujące miejsce. Za to podróż przez mokry interior urocza. Bangladesz płynie.

Deszcz.

Od rana pada i wygląda na to, że na razie tak zostanie. Pogoda jak w deszczowy letni dzień w PL. Jadę obejrzeć ruiny w Paharpur, choć nic nie zapowiada, że będzie to udana wizyta.

10-11.X.2014 – Srimangal i podróż do Bogry.

Pierwsza rzecz jaką robię o poranku w Srimangal to wypożyczenie roweru. Niedaleko stacji kolejowej mieści się sklep z częściami do rowerów – choć patrząc po asortymencie jest to bardziej sklep z częściami do ryksz – gdzie przy okazji można wypożyczyć rower. Mój jest ewidentnie chińskiej produkcji, czerwony, zaklejony naklejkami w smocze wzory i bez wątpienia wykonany w tej samej technologii co chińskie czołgi. Jest cieżki, rozpędza się powoli, za to potem ciężko go zatrzymać, bowiem ma ledwie działające hamulce w stylu V-brake. Do tego groźnie wyglądające rogi przy kierownicy i cudownie brzmiący dzwonek o mocy niewielkiego megafonu. Poruszanie się nim w bangladeskim ruchu drogowym, nawet w tak małym mieście jak Srimangal, wśród ryksz, CNG, autobusów, pancernych ciężarówek i nielicznych samochodów, to przeżycie z gatunku mocnych. Na koniec dnia muszę zrobić podwójny zazen, żeby wrócić do równowagi ducha.

Continue reading

Bogra.

Bogra pozytywnie środkowo-wschodnia. Poczułem się jak pierwszej nocy w Damaszku kilka lat temu. Nawet kebaby tu dają. Ludzie, bohu spasit, zupełnie inni niż w Srimangal. Mam wrażenie, że mi się spodoba Rajshahi (dystrykt).

W drodze do Bogry.

Wygląda na to, że sezon wakacyjno-festiwalowy dobiega końca i zaczyna się masowy eksodus z prowincji ościennych do Daki.

Mijają mnie setki jadących w przeciwnym kierunku, wyładowanych po brzegi, autobusów. Co drugi ma również po kilkadziesiąt osób siedzących na dachu. Z kolei mój autobus w połowie pusty.

Przed chwilą przejechałem przez Jamunę, jedną z trzech największych rzek Bangladeszu. Niedaleko stąd wpada do Padmy/Gangesu. Dużo wody – robi wrażenie, szczególnie o tej porze roku.

Na zachód.

Plan na dzisiaj to Srimangal-Dhaka-Bogra. Chilowo wyleczyłem się z pociągów, więc czeka mnie 9-10h w autobusach i CNG pomiędzy.

Dzień zaczął się od godzinnej, monsunowej ulowy, niebo schowane pod grubą warstwą chmur. Jest szansa ma pierwszy od tygodni chłodny dzień. To znaczy taki z odczuwalną temperaturą bliżej 30 niż 40C.

08-09.X.2014 – Bandarban-Chittagong-Srimangal.

Dwa ostatnie dni poświęciłem na przejazd z Bandarbanu do Srimangal w dystrykcie Sylhet, zahaczając o Chittagong. Dałoby się to zrobić jednego dnia, spędzając w autobusie kilkanaście godzin, ale chciałem spróbować raz jeszcze wejść do stoczni w Chittagong i odwiedzić tamtejsze stare miasto, nieopodal przystani Saderghat. Poza tym wyjazd zbliżał się do półmetka (a może nawet go przekroczył, w sumie nie wiem dokładnie ile czasu spędzę w Bangladeszu – plan zakłada coś pomiędzy 4-6 tygodni) i, jak to zwykle ze mną bywa w tym okresie, początkowy entuzjazm nieco osłabł, żeby przejść we wstępne oswojenie z krajem i jego atmosferą. Do tego chciałem przejechać się pierwszą klasą tutejszych pociągów – czytałem gdzieś, że porównywalna jest z wyższymi klasami pociągów indyjskich, które, jeśli wierzyć np. “Around India in 80 Trains” Monishy Rajesh, są prawdziwymi oazami luksusu.

Continue reading

Plantacje herbaty.

herbata

Rowerem (czerwonym potworem z chińskich fabryk) po plantacjach herbaty wokół Srimangal. Wrażenie z wczoraj nie minęło – plantacje mało gościnne, ludzie niezbyt przyjaźnie nastawieni do cudzoziemcôw, zdecydowanie poniżej bangladeskiej średniej. Nic na siłę, jutro przeprawiam się na zachód, do Bogry albo Rajshahi.

Ale mam kilka dobrych zdjęć zbieraczek herbaty. Pod koniec dnia, jak tylko miną najgorsze upały, postaram się przywieźć jeszcze kilka.

Srimangal.

OMG! Cały dzień w pociągu, jak sardyna w puszce podgrzewanej na wolnym ogniu. Do tego gadatliwy współpasażer przez pierwsze 4h. Przemieszczanie się w tym kraju potrafi być męczące.

Srimangal na pierwszy rzut oka mało przyjazny.

Pierwszą klasą do Srimangal.

Skusiłem się na bilet I klasy w lokalnym pociągu o uroczej nazwie – Paharika Express. Powiem wprost – nie jest to Orient Express. Do tego nie wiedzieć czemu dostałem kuszetkę, mimo że pociąg jedzie w ciągu dnia. Mamy już godzinę opóźnienia, a to dopiero pierwsze dwie z ośmiu godzin podróży. :-)

Za to przedział jest trzyosobowy i mam masę miejsca dla siebie, co w Bangladeszu jest wyjątkiem, nie regułą.

07.X.2014 – Rzeką Sanghu.

Po nieudanej eskapadzie we wzgórza, mam poczucie pewnego niedosytu, ale też pewnej ulgi. Trekking w 40-stopniowym upale, z przewodnikiem i policjantem dla towarzystwa, mógłby okazać się przyjemnością umiarkowaną, a może nawet lekką męczarnią. Ale mam też ochotę bliżej przyjrzeć się tym wzgórzom, inaczej niż zza szyby autobusu. Monsun właśnie się skończył, rzeki są na najwyższym poziomie z możliwych i jest to jedyna część roku, kiedy spłynąć można do Bandarbanu z położonej o 50 km dalej Rumy.

Continue reading

Chittagong po raz drugi.

mezczyzna_-_stary_chittagong

Ekspres do Srimangal dopiero jutro rano, więc spędzam kolejny dzień w Chittagong. Mały Moloch tym razem znacznie przyjaźniejszy. Przeprawiłem się łodzią przez rzekę Karnaphuli, na której kotwiczą setki (setki!) dużych statków – nigdy w życiu czegoś podobnego nie widziałem. Wyrzucili mnie z kolejnej stoczni, tym razem takiej całkiem zwykłej. A koniec dnia spędziłem w Starym Chittagong, gdzie zrobiłem masę zdjęć bardzo pięknym ludziom.

06.X.2014 – Z Thanchi do Bandarbanu.

Po nocy w bardzo podstawowym guesthousie, poranny jeep do Bandarbanu. Guesthouse był na tyle podstawowy, że właściciel oddał mi swój pokój. Na pytanie, czy aby na pewno będę spał tam sam, stwierdził, że tak, ale ma tu takiego pomocnika, a very good man, i jeśli bym chciał, to on może spać tam ze mną. Propozycja urocza, szczególnie, że nie mam wątpliwości, że chodziło mu o mój komfort psychiczny i bezpieczeństwo.

Continue reading

W kierunku Sylhet.

Nieco wcześniej niż planowałem zostawiam Chittagong Hill Tracts. Kilkudniowy trekking się nie udał, co biorąc pod uwagę konieczność posiadania przewodnika i policyjnej obstawy oraz odczuwalne temperatury w okolicach 40C, niespecjalnie mnie martwi.
Continue reading

Na rzece Sanghu.

w_dol_sanghu

Wbrew pesymistycznym oczekiwaniom z poranka, dzień zakończył się pełnym sukcesem. Dwoma autobusami, a następnie na dachu jeepa, wczesnym popołudniem dotarłem do Ruma Bazar. Resztę dnia spędziłem pływając rozmaitymi jednostkami po rzece Sanghu. Rzeką też wróciłem do Bandarbanu. Jest fajnie.