Author Archives: miro

2019-12-29 – z Huay Yang w stronę Chumphon.

Od rana znowu deszcze – głównie przelotne, ale popołudniem trafił się typowo monsunowy deluge, który przeczekałem na bazarze, sprytnie ukryty pod markizą nieczynnego stoiska z rybami. Do tego aura typowo niżowa, niskie ciśnienie, wychodziłem więc z domu raczej mało energetyczny, spodziewając się szybkiego powrotu na kanapę i leniwej konsumpcji seriali.

Continue reading

2019-12-27 – Bangkok-Samut Songkhram.

Kilka dni totalnego chilloutu nieco odbudowało moją motywację, co nie zmienia faktu, że przez pewien czas miałem totalną awersję do wszelkich pomysłów wyjazdowych. Zrobiłem nawet małą ankietę na forum moto i zasadniczo tak jest – ludzie po długich (miesięcznych na przykład) wyprawach zamykali motocykl w garażu nawet na rok.

Continue reading

2019-12-21

Czerwony potwór i ufok mirosław.

Po dziesięciu dniach w drodze wróciłem do domu – w jednym kawałku, ale z chwilową awersją do podróży (choć nie do motocykli – gdyby nie to, że to mało praktyczne, Honda stałaby w sypialni, obok łóżka). Przejechałem prawie 2500 km, z czego sporą część po bardzo górzystych i dosyć wymagających psychicznie (jak na mój level) drogach. Przede mną super leniwy weekend: nie zamierzam robić nic, być może uda mi się nie wyjść z domu nawet na chwilę.

Continue reading

2019-12-12 – z Bangkoku do Phitsanulok.

Miałem plan, żeby wstać ok. 0700 i chwilę po 0800 ruszyć w drogę, ale nieco się stresowałem i obudziłem się przed 0500, w sumie całkiem wyspany (choć moja twarz wskazywała na coś innego). Ruszyłem więc nieco po 0600.

Udało mi się uniknąć większości korków w Bangkoku, chociaż to miasto ma to do siebie, że nigdy nie śpi, więc nawet o tak barbarzyńskiej porze na drogach była masa samochodów.

Continue reading

2019-12-12.

Miro z nowym PJ.

Wczoraj od rana siedziałem w DLT (Department of Land Transport), gdzie po niecałych 4h udało mi się odnowić tajskie prawo jazdy. Ergo jestem street legal, ubezpieczony i generalnie czuję się z tym o wiele lepiej. Za brak prawa jazdy w TH grozi, OIP, niski raczej mandat w wysokości 500 THB, ale mając do czynienia z lokalną policją, lepiej nie dawać im okazji do czepiania się.

Continue reading

2019-12-10.

Czerwony potwór + Wasz niestrudzony.

W królestwie kolejny tydzień chłodów. Wieczory w Bangkoku mega komfortowe, można nawet chodzić w lekkiej kurtce. Na skuterze marznie się bez długiego rękawa i czegoś na szyję. Wszystko wskazuje na to, że taka pogoda utrzyma się do końca roku.

Co mi zresztą bardzo odpowiada, bo dzisiaj rano odebrałem czerwonego potwora ❤, na którym w czwartek rano ruszę na północ. Tajowie z kolei kiepsko znoszą takie temperatury i na północy były nawet przypadki śmierci z wychłodzenia. Sam do samolotu z PL wsiadłem w lekkiej puchówce, więc jest szansa, że jakoś przetrwam chłodne zimowe wieczory w tropikach.

Continue reading

2019-12-07.

Wczoraj, po raz pierwszy w tej iteracji azjatyckiej, spotkałem gekona. Wylazł spod garnka do gotowania ryżu późnym wieczorem, gdy w domu panował już uroczy półmrok. W Khanom, obserwacje gekonów polujących na owady wieczorami, to była jedna z moich ulubionych rozrywek. W Bangkoku, szczególnie w większych budynkach, gekonów jest mniej albo w ogóle ich nie ma.

Continue reading

2019-12-05.

Udało mi się delikatnie opanować temat obróbki filmów, poniżej pierwsze nagranie – przejazd Sukhumvit Soi 71, chwila na samej Sukhumwit, krótka wizyta w przykanałowym slumie i przejazd przez okoliczny bazar / food court. Można oglądać w full HD (klik na trybik -> opcje z czerwoną ikonką), co polecam. Poza tym film raczej nudny, bo głównie na ulicach, ale daje pewien obraz nieturystycznego Bangkoku.

Continue reading

2019-12-04

Bangkok w grudniu może wywołać pewien dysonans poznawczy (zawsze może zresztą, ale teraz wyjątkowo). Przebiwszy się przez rozszalałe miasto na skuterze, podsmażywszy się nieco w 30-kilku stopniach, trafiamy do japońskiej knajpy, gdzie wita nas “Dreaming of a White Christmas”. Oczywiście zapętlone z kilkoma innymi świątecznymi hitami. Post-wszystko.

Continue reading

2019-12-02

Super ciekawy weekend za mną. Sobotni Meetup kuchenny okazał się być całkiem fajny – co ciekawe, organizator pochodzi z prowincji Nan, gdzie wybieram się na motocyklową wycieczkę za niecałe dwa tygodnie. Mieszkał tam prawie 30 lat, więc zna masę miejsc, może nawet zatrzymam się u jego rodziny (co może być fajne i ciekawe albo wręcz przeciwnie).

Continue reading

Krungthep Maha Nakhon.

Po bardzo udanej podróży przez Moskwę dotarłem do Bangkoku. Moje obawy związane z problemami na granicy – Tajlandia stopniowo zaostrza przepisy wizowe, i osoby, które, tak jak ja, spędzają tu po kilka miesięcy w roku na wizach turystycznych, bywają przesłuchiwane a nawet zawracane na lotniskach – okazały się całkiem niepotrzebne.

Continue reading

bób hummus włoszczyzna.

Znowu jakieś patriotyczne wzbudzenie w moim mieście. Naród z hardymi twarzami i powstańczymi opaskami niesie flagi (i flaszki) na Degola by coś tam celebrować krzykliwie.

Osobiście mam inny pomysł: zlikwidować Polskę. Anulować flagę, godło sprzedać Macedonii, wszystko zaorać i zacząć od nowa. Najlepiej beze mnie.