Category Archives: 2018

Wyprawy i wyjazdy w roku 2018

eskapady.

Wielkimi krokami zbliża się mój ostatni dzień w TH i to ostatni być może nawet na kilka długich miesięcy. Nie wiem jeszcze jak poukładają się sprawy, ale najwcześniej pojawię się tu znowu dopiero jesienią. Co prawda latem spędzę prawie 3 miesiące w Nepalu (tak, znowu – i to mimo tego, że całkiem niedawno byłem przekonany, że tu nie wrócę przez lata!), więc nie będę tak całkiem odcięty do Azji. Natomiast Nepal i Tajlandia to bajki tak różne, że w sumie mógłbym wybrać się na inną planetę.

Continue reading

safety first.

Jak ogólnie wiadomo, jazda skuterem w Azji Południowo-Wschodniej odbywa się ze skrupulatnie przestrzeganą przez wszystkich zasadą safety first. I tak, mamy na małych skuterkach całe wielopokoleniowe rodziny, z babcią włącznie, pędzące na złamanie karku z całkowicie stoickim spokojem (wszak bilans karmiczny i tak w równowadze, więc po co się niepotrzebnie stresować), powszechną jazdę w klapkach i krótkim rękawie (to ja!) i jazdę bez kasków (to akurat nie ja, bo w kasku jeżdzę zawsze, nawet jeśli jadę 30m od domu wrzucić torbę ze śmieciami do komunalnego kubła).

Continue reading

do Khanom.

I znowu niedziela w podróży. Niedziela, generalnie, to dobry dzień na podróże, bo w niedziele zasadniczo mało się dzieje, panuje ogólny marazm, nie do końca wiadomo, co ze sobą zrobić, pojawia się niechęć i napięcie przed poniedziałkiem. Ja co prawda od jakiegoś już czasu mam nieco inne poniedziałki niż większość populacji, nie muszę tłuc się do biur i kisić w szklanych pułapkach, za to mogę niezobowiązująco wciągnąć laptopa do łóżka i przez pół poniedziałku pracować spod kołdry.

Continue reading

Lumphini i Panpuri (i nadchodzące wybory).

Przedwczoraj wieczorem wybrałem się na spacer do parku Lumphini. Myślałem, że będzie w miarę pusto, tymczasem tłumy biegaczy i innych aktywistów fizycznych. Do tego masa kotów. Nie wiem czy to sezon na koty akurat, czy wyłażą z różnych nor i zakamarków dopiero po zmroku, bo wcześniej ich nie widziałem tak en masse – ale bywałem w ciągu dnia zwykle.

Continue reading

smog w BKK.

Akurat kiedy postanowiłem zrobić sobie krótki city break w Bangkoku, miasto przykryła wielka chmura smogu. Co prawda zdarza się to co roku i w sumie mogłem rzecz przewidzieć. Zaopatrzyłem się więc w stos masek 3M N95, do tego w BKK zwykle nie spędzam za dużo czasu na świeżym powietrzu, powinienem więc przeżyć. Poniżej filmik poglądowy z NewsAsia.

Continue reading

beachcombing (z elementami beach bummingu).

Kilka tygodni bez słowa, ale wsiąkłem w nadmorskie życie i przestawiłem się w tryb lokalsa. A w trybie lokalsa nie mam ochoty pisać, jako że ma miejsce pewna internalizacja i to, co do niedawna postrzagałem jako pewne novum, egzotykę, staje się naturalną codziennością, której jestem częścią. Jest to strasznie fajne uczucie, bo głowologicznie dokonuje się zmiana kontekstu (m.in. dlatego zawsze starałem się podróżować w danych kraju przez minimum miesiąc – taka tranzycja wymaga czasu).

Continue reading

Georgetown – Khanom.

Ostatni dzień w GT bez specjalnych atrakcji. Deszcz, który miał spaść dzień wcześniej, spadł dzisiaj i zostałem uroczo przemoczony. Najpierw spadło kilka niezobowiązujących kropel, które zlekceważyłem, następnie kilka poważniejszych kropel, które spowodowały, że zacząłem szukać schronienia (nie chciało mi się ubierać w plastikowy płaszcz, który wożę w bagażniku). Zanim je znalazłem, byłem już cały mokry, więc po prostu pojechałem dalej.

Continue reading

świątynia Kek Lok Si i tama Air Itam.

Wczoraj uniwersalne święto, więc mogłem nieco odpocząć od pracy i poświęcić dzień na eksploracje okolicy. Praca z Malezji ma to do siebie, że w okresie zimowym jest aż 7h różnicy między czasem lokalnym a środkowoeuropejskim (w TH 6h w zimie i 5h w lecie), więc można pierwszą część dnia poświęcić na przyjemności, a następnie pracować od gdzies od 1200 do 2000, zachowując wciąż całkiem niezłe pokrycie z czasem w PL i okolicach.

Continue reading