Category Archives: 2018

Wyprawy i wyjazdy w roku 2018

nowa droga.

Boom budowlany nie omija i mojej tajskiej wioski. Do końca tego roku ma powstać nowa droga, łącząca Khanom z Sichon.

Nie ukrywam, że z jednej strony mnie to cieszy, bo będzie to niezwykle urocza trasa, biegnąca wzgórzami nad samym morzem. Z drugiej strony trochę obawiam się postępującej turystyzacji tego rejonu. Ale chyba na razie nie mam większych powodów do obaw. Do tego mam na uwadze kilka alternatywnych, praktycznie nie znanych miejsc.

Continue reading

back to the East Indies.

Hallelujah! Wychodzi na to, że mój pobyt w faszystowskiej rzplitej burackiej będzie krótkotrwały, tymczasowy i niezobowiązująco przelotny (bless Buddha). Już za 3 tygodnie wracam do Indochin, by tam kontynuować ciężki żywot cyfrowego nomady. W międzyczasie muszę jeszcze wpaść do Szwajcarii… Doprawdy, tak trudno dzisiaj zapuścić korzenie.

Continue reading

WAW.

” […] chmura nagle rozjarza się światłem białym, bladym i formuje – w orła. Ciało więc – białym, korona, dziób i pazury żółtym światłem błyszczą.
Drony – rozumiem.
– Drony – mówię temu z kumetą. – Drony zapaliły reflektory i uformowały orła.
On:
– A, no tak. Drony.
Już tam i inni się rozgadują:
– Drony, drony nasze, polskie.
– Dronięta nasze! – płacze emocjonalna staruszka. – Dronięta!
Ktoś tam krzyczy, wymachując krwią i kością:
– Rzeczpospolitaaa! Rzeczpospolitaaa!
A drony te wyorlone machają skrzydłami, leci, orzeł, leci, tą-dą-dą-dą – gra muzyka wojskowa, czołgi jadą Alejami, msza święta huczy ponad Błoniami, skąd bez mała półtora wieku temu Piłsudski dziadek z Legijony szedł bić zaborcę. Nad Błoniami, gdzie się Polska odrodziła po ponadwiekowej niewoli. Nie do końca wiadomo, po cholerę.” [“Siwy Dym”, Z. Szczerek]

Continue reading

village life goes on.

Gekony mają chyba teraz okres godowy, bo rozszalały się na dobre (albo to towarzystwo dużego brata gekona tak je ośmiela). Ganiają się po ścianach jak wariaty, skrzeczą, spadają na podłogę z charakterystycznych plaskiem… Ba, wczoraj jeden spadł mi do prosto do umywalki – najwyraźniej wystraszył się światła, które znienacka zapaliłem w łazience.

Continue reading

przygody na skucie.

Jeśli jest coś, dla mnie stanowi pewną esencję bycia expatą z wyboru, to są to nocne eksploracje azjatyckich miast na skucie. W Kathmandu to się tak średnio udawało, bo o 2100 miasto praktycznie zasypia, natomiast w Bangkoku, który jest metropolią 24 godzinną, trudno o lepszy sposób na spędzenie kilku późnowieczornych godzin.

Continue reading