Category Archives: Tajlandia – Okiem gekona

Luźne obserwacje z życia w TH ad 2018-2019.

z kącika kinomana.

Szklana pogoda.

Pogoda bardzo sprzyja oglądaniu filmów – co prawda nie jest to takie polsko-jesienne kiszenie się w mieszkaniu, bo można tutaj pootwierać drzwi, okna (czasem tylko trzeba potem wylać z domu kilka wiader wody) i słuchać deszczu, a w przerwach od deszczu, które co prawda zdarzają się coraz rzadziej, posłuchać morza, ptaków, a wieczorem także cykad i co najmniej dwóch rodzajów gekona – poświęciłem więc trochę czasu, żeby poszukać dobrych źródeł informacji na temat kina azjatyckiego.

Continue reading

powrót do Khanom.

Gdyby nie trudy podróży (samolot, lotnisko, samolot, taksówka, lotnisko, samolot, minibus, skuter), byłoby całkiem OK. Do tego tym razem, podczas najdłuższego lotu, miałem za plecami bachora! Ale to był dobry bachor, bo po początkowym wzbudzeniu poszedł spać i nie odezwał się więcej. Może mądrzy rodzice nakarmili go diazepamem.

Continue reading

Khanom – Bangkok.

I tak przyszło mi zakończyć kolejną iterację tajską (a w każdym razie jej element prowincjonalny). Strasznie mi szkoda wyjeżdżać z Khanom, ostatnie dwa miesiące były niezywkle udane pod praktycznie każdym względem. Tryb siedzenia tutaj przez 3-4 tygodnie, by potem zrobić krótką przerwę w dużym mieście, sprawdza się znakomicie – zresztą większość tutejszych expatów działa w ten właśnie sposób.

Continue reading

z wizytą u wujka Ho.

Zgodnie z planem sprzed kilku miesięcy, w sobotę wybieram się z tygodniową wizytą do Sajgonu, czy też Ho Chi Minh City. Co prawda miejskie eksploracje będę łączył z pracą, więc może się okazać, że nie starczy mi czasu na bardzo wiele, ale pewnie uda mi się przynajmniej delikatnie wyczuć lokalnego spiritus loci.

Continue reading

świątynia na wzógrzu.

Deszcze ostatnio ciągle, więc trudno planować poważniejsze eskapady. W poprzednią niedzielę monsunowy opad przetrzymał mnie 2h w prowincjonalnej świątyni. Po tych dwóch godzinach straciłem cierpliwość i wróciłem do domu w deszczu. Był to zły pomysł: mimo ślimaczego tempa, dojechałem w stanie lekkiej hipotermii i tylko cudem nie złapałem zapalenia jakiegoś poważniejszego organu. Jednak motyckle i skrajna wilgoć nie idą w parze.

Continue reading

มะพร้าว.

มะพร้าว, czyli ma phraao, czyli kokos.

Dzisiaj, przy okazji zakupów u mojej ulubionej pani od owoców, trafiłem na stertę kokosów. Nie kupowałem ich wcześniej, bo rzadko pojawiają się na tym stoisku, a dalej, na bazar za rzekę, jeżdżę tylko po rybę – siłą rzeczy z rzadka, bo jadam w przeważającej większości rośliny.

Continue reading

nowa droga.

Boom budowlany nie omija i mojej tajskiej wioski. Do końca tego roku ma powstać nowa droga, łącząca Khanom z Sichon.

Nie ukrywam, że z jednej strony mnie to cieszy, bo będzie to niezwykle urocza trasa, biegnąca wzgórzami nad samym morzem. Z drugiej strony trochę obawiam się postępującej turystyzacji tego rejonu. Ale chyba na razie nie mam większych powodów do obaw. Do tego mam na uwadze kilka alternatywnych, praktycznie nie znanych miejsc.

Continue reading

back to the East Indies.

Hallelujah! Wychodzi na to, że mój pobyt w faszystowskiej rzplitej burackiej będzie krótkotrwały, tymczasowy i niezobowiązująco przelotny (bless Buddha). Już za 3 tygodnie wracam do Indochin, by tam kontynuować ciężki żywot cyfrowego nomady. W międzyczasie muszę jeszcze wpaść do Szwajcarii… Doprawdy, tak trudno dzisiaj zapuścić korzenie.

Continue reading