Category Archives: misc

Niusy oraz rozmaite nieuporządkowane obserwacje.

Axis mundi.

Usłyszałem wczoraj ciekawą opowieść o ludzie Achilpa.

Otóż jest to rdzennie australijski lub nomadyczny, który ma zwyczaj wznoszenia w centrum swoich siedlisk słupa – kauwa-auwa. Słup ten określa axis mundi, środek świata. Im dalej od słupa, tym mniej znany świat. Kiedy Achilpa przenoszą się z miejsca na miejsca, zabierają słup ze sobą i stawiają go w środku nowego siedliska.

Gdy zapytać ich, czy są ludem wędrownym, zdecydowanie zaprzeczą. Oni zawsze są u siebie, w centrum świata.

(większe) Zdjęcia z Nepalu (wrzesień 2010) – Dolina Arun.

Pangum w porannych mgłach.

Pangum w porannych mgłach.

Kolejna galeria z dużymi zdjęciami – pierwsze dwa dni treku w mokrej i mglistej Dolinie Arun, wrzesień 2010.

2010-09 – Nepal, Dolina Arun.

Niestety przez następne kilka dni walczyłem z giardią i aż do Tumlingtaru nie miałem motywacji do robienia zdjęć, ergo właściwa część doliny pozostała nieudokumentowana. Dzisiaj mam sobie za złe tę słabość.

Nowy lightbox.

Od dawna męczył mnie niezbyt wygodny moduł do przeglądania zdjęć. W ramach noworocznych porządków zrobiłem niewielki upgrade bloga i teraz zdjęcia można oglądać w dedykowanym lightboxie, gdzie przyciski zawsze są w tym samym miejscu, a zdjęcia są skalowane zgodnie z rozdzielczością monitora (plus kilka innych, drobnych udogodnień).

To oznacza też, że aby w pełni wykorzystać możliwości nowego komponentu, muszę ręcznie przeszkalować jakieś 2000 zdjęć. No worries. Z całą pewnością uporam się z tym przed rokiem 2050!

Święta w Chocho.

Święta w Dolinie Chochołowskiej. Wyrwanie się z pogrążonej w dusznym, konsumerycznym szale Warszawy i tłumów kipiących bożonarodzeniową frustracją było jedną z trzech najlepszych decyzji, jakie podjąłem w tym roku. Czas zadumy dotknął mnie raz tylko, pod postacią pijanych górali wracających z pasterki w kapliczce na Polanie Chochołowskiej – darli się akurat pod moim schroniskowym oknem. Ale jestem pełen wyrozumienia – wszak w ten szczególny dzień ciężko zadumać się na trzeźwo.

Pogoda nie sprzyjała fotografii, dopiero na dzień przed wyjazdem udało mi się zrobić kilka, dosyć przeciętnych, zdjęć.

Jak powstaje perła.

Figura Buddy w Bagan.

Figura Buddy w Bagan.

Having loved enough and lost enough, I am no longer searching, just opening, no longer trying to make sense of pain, but being a soft and sturdy home in which real things can land. These are the irritations that rub to a pearl. — Mark Nepo

Na blogu tricycle.com ładnie napisany artykuł o istocie pierwszej z Szlachetnych Prawd – Prawdzie Dukkha (co możemy rozumieć jako entropię, przemijanie, nietrwałość i wynikający z nich dyskomfort):

Grit becomes pearl.

Entropii uległ także mój duży komputer, więc na pozostałe zdjęcia z Bangladeszu przyjdzie poczekać przynajmniej do weekendu.

Pouczająca opowieść na koniec dnia.

Za Nine Lives Williama Dalrymple’a.

One day Lal Shahbaz was wandering in the desert with his friend Sheikh Baha ud-Din Zakriya. It was winter, and evening time, so they began to build a fire to keep warm. They found some wood, but then they realised they had no fire. So Baha ud-Din suggested that Lal Shahbaz turn himself into a falcon and get fire from hell. Off he flew, but an hour later he came back empty handed. ‘There is no fire in hell’, he reported. ‘Everyone, who goes there brings their own fire, and their own pain, from this world’.

Zdjęcia z Bangladeszu (wrzesień/październik 2014) – Chittagong.

Chittagong. Saderghat i Stary Chittagong. Rykszarz po pracy.

Chittagong. Saderghat i Stary Chittagong. Rykszarz po pracy.

Kolejna galeria z tegorocznego wyjazdu do BD – Chittagong. Nieco opieszale idzie mi obrabianie zdjęć, ale w chwilę po powrocie zacząłem nowy projekt i to nagłe przejście od rzeczywistości podróżnej i tropikalnej do tej drugiej – tej szarej, monotonnej, smutnej, nudnej, zimnej, polskiej, zimowej, korporacyjnej – nie pozostało bez wpływu na mój stan ducha. Buddowie!

Zdjęcia są z dwóch wizyt w Chittagong – jednej w drodze do Chittagong Hill Tracts, drugiej w drodze powrotnej z tych wzgórz.

2014-09/10 – Bangladesz, Chittagong/.

Relacja – Dhaka, dzień ostatni. Bangladesz, podsumowanie.

20141023-dhakaOstatnia relacja z Bangladeszu. Kilka słów o ostatnim dniu tamże plus małe podsumowanie. Gdyby komuś nie chciało się czytać całej serii relacji i chciał szerszego podsumowania albo odpowiedzi na konkretne pytania (a dostawałem takie w mailach), proszę pytać w komentarzach, odpowiem możliwie wyczerpująco i ku pożytkowi przyszłych pokoleń podróżników.

Dhaka, dzień ostatni. Bangladesz, podsumowanie.

Zatonął statek pasażerski w Bangladeszu.

M.V. Tipu 7, statek relacji Barisal  Dhaka.

M.V. Tipu 7, statek relacji Barisal <-> Dhaka.

W sumie business as usual, one tam toną z nieco przerażającą regularnością, ale niedawno sam siedziałem na takim statku, więc mogę poczuć pewną więź z zaginionymi. Statek, który zatonął, zabierał ponad 300 osób, więc musiał być mniejszy od mojego M.V. Tipu 7 (płynąłem nim z Barisal), który – jak sądzę – zabierał ok. 1000 osób. Nieco inna była też początkowa część trasy, ale później, za Chandpur, już ta sama.

Statek zatonal w Bangladeszu, setki zaginionych.

Właśnie przeczytałem też, że nieco ponad rok temu tenże Tipu 7 został staranowany przez inny statek podobnej klasy (pasażerski statek rzeczny, tzw. launch) :-):

Launch rams into Barisal port

BKK-HEL-WAW.

Powrót do domu przez Finlandię. Helsinki jak Mordor. Zimne, mroczne, mgliste, pochmurne i wilgotnawe. Ostatni raz byłem tu ze trzy lata temu, jeszcze jako korporacyjny pies. Czuję już jak jesienna deprecha pręży macki, lepiej było zostać w tropikach do wiosny.

Ayutthaya.

Wczoraj wycieczka do Ayutthaya. Urocza podróż pociągiem przez Bangkok, przedmieścia i interior. Na miejscu wypożyczyłem rower i pojeździłem po stupach. Nieco jak Bagan, tylko bardziej pod masowy turyzm.