Herbaciane pola w Srimangal i podróż do Bogry w dystrykcie Rajshahi.
Category Archives: misc
Paharpur.
Jestem przekonany, że w VIII, a może nawet X, wieku to było fascynujące miejsce. Za to podróż przez mokry interior urocza. Bangladesz płynie.
Deszcz.
Od rana pada i wygląda na to, że na razie tak zostanie. Pogoda jak w deszczowy letni dzień w PL. Jadę obejrzeć ruiny w Paharpur, choć nic nie zapowiada, że będzie to udana wizyta.
Bogra.
Bogra pozytywnie środkowo-wschodnia. Poczułem się jak pierwszej nocy w Damaszku kilka lat temu. Nawet kebaby tu dają. Ludzie, bohu spasit, zupełnie inni niż w Srimangal. Mam wrażenie, że mi się spodoba Rajshahi (dystrykt).
W drodze do Bogry.
Wygląda na to, że sezon wakacyjno-festiwalowy dobiega końca i zaczyna się masowy eksodus z prowincji ościennych do Daki.
Mijają mnie setki jadących w przeciwnym kierunku, wyładowanych po brzegi, autobusów. Co drugi ma również po kilkadziesiąt osób siedzących na dachu. Z kolei mój autobus w połowie pusty.
Przed chwilą przejechałem przez Jamunę, jedną z trzech największych rzek Bangladeszu. Niedaleko stąd wpada do Padmy/Gangesu. Dużo wody – robi wrażenie, szczególnie o tej porze roku.
Na zachód.
Plan na dzisiaj to Srimangal-Dhaka-Bogra. Chilowo wyleczyłem się z pociągów, więc czeka mnie 9-10h w autobusach i CNG pomiędzy.
Dzień zaczął się od godzinnej, monsunowej ulowy, niebo schowane pod grubą warstwą chmur. Jest szansa ma pierwszy od tygodni chłodny dzień. To znaczy taki z odczuwalną temperaturą bliżej 30 niż 40C.
Relacja – Bandarban-Chittagong-Srimangal.
O podróży z Bandarbanu do Srimangal plus ogólne wynurzenia.
Plantacje herbaty.
Rowerem (czerwonym potworem z chińskich fabryk) po plantacjach herbaty wokół Srimangal. Wrażenie z wczoraj nie minęło – plantacje mało gościnne, ludzie niezbyt przyjaźnie nastawieni do cudzoziemcôw, zdecydowanie poniżej bangladeskiej średniej. Nic na siłę, jutro przeprawiam się na zachód, do Bogry albo Rajshahi.
Ale mam kilka dobrych zdjęć zbieraczek herbaty. Pod koniec dnia, jak tylko miną najgorsze upały, postaram się przywieźć jeszcze kilka.
Relacja – Rzeką Sanghu.
Kilka słów (i zdjęć) z rzeki Sanghu napisane w rozgrzanym do białości Paharika Express.
Srimangal.
OMG! Cały dzień w pociągu, jak sardyna w puszce podgrzewanej na wolnym ogniu. Do tego gadatliwy współpasażer przez pierwsze 4h. Przemieszczanie się w tym kraju potrafi być męczące.
Srimangal na pierwszy rzut oka mało przyjazny.
Pierwszą klasą do Srimangal.
Skusiłem się na bilet I klasy w lokalnym pociągu o uroczej nazwie – Paharika Express. Powiem wprost – nie jest to Orient Express. Do tego nie wiedzieć czemu dostałem kuszetkę, mimo że pociąg jedzie w ciągu dnia. Mamy już godzinę opóźnienia, a to dopiero pierwsze dwie z ośmiu godzin podróży. :-)
Za to przedział jest trzyosobowy i mam masę miejsca dla siebie, co w Bangladeszu jest wyjątkiem, nie regułą.
Chittagong po raz drugi.
Ekspres do Srimangal dopiero jutro rano, więc spędzam kolejny dzień w Chittagong. Mały Moloch tym razem znacznie przyjaźniejszy. Przeprawiłem się łodzią przez rzekę Karnaphuli, na której kotwiczą setki (setki!) dużych statków – nigdy w życiu czegoś podobnego nie widziałem. Wyrzucili mnie z kolejnej stoczni, tym razem takiej całkiem zwykłej. A koniec dnia spędziłem w Starym Chittagong, gdzie zrobiłem masę zdjęć bardzo pięknym ludziom.
Relacja – Z Thanchi do Bandarbanu.
Autobus toczy się na północ, słońce, kurz i warkot silników, nie pozostaje nic innego, jak pisać bloga.
W kierunku Sylhet.
Nieco wcześniej niż planowałem zostawiam Chittagong Hill Tracts. Kilkudniowy trekking się nie udał, co biorąc pod uwagę konieczność posiadania przewodnika i policyjnej obstawy oraz odczuwalne temperatury w okolicach 40C, niespecjalnie mnie martwi.
Continue reading
Na rzece Sanghu.
09:00 do Rumy.
Dzisiaj autobusem z Bandarbanu do Rumy, żeby potem spłynąć rzeką Sanghu z powrotem do Bandarbanu. Okres pofestiwalowy, trwają wakacje i tłumy młodych Bengalczyków ruszyły na wycieczki po kraju. Autobus o 0800 wypakowany po brzegi, łącznie z dachem. Śpiewy, krzyki, ogólna radość i ekscytacja.
W porannym ferworze zostawiłem w hotelu teczkę z pozwoleniami. Pewnie zawrócą mnie w pół drogi…
Bangladesz – relacje z kilku ostatnich dni.
Szczegółowe relacje z kilku ostatnich dni:
→ 05.X – Z Bandarbanu do Thanchi Bazar,
→ 04.X – Z Rangamati do Bandarbanu,
→ 02-03.X – Rangamati i zalew Kaptai,
→ 01.X – Chittagong.
Wszystkie relacje od początku wyjazdu czytać można chronologicznie w dziale: relacje → Bangladesz.
Powrót do Bandarban.
Jako że w Thanchi chwilowo nie mam czego szukać, wczesnoporannym jeepem wróciłem do Bandarban. Przede mną dzień-dwa krótszych wyjść we wzgórza – w rejony, w które mogę chodzić bez policyjnej obstawy.
Kierowca po drodze zatrzymał się na ponad godzinne modły w wiosce Boli (Boli Para), a ja dzięki temu miałem okazję fotografować tubylców. Na zdjęciu kobieta z ludu Marma przy pracy. Twarz pomalowaną ma pastą thanaka, niezwykle popularną w Birmie.
Męki w Thanchi.
W Thanchi można się na własnej skórze przekonać dlaczego Bangladesh wciąż jest państwem rozwijającym się. Pozwolenie w Chittagong, milion kontroli po drodze, wypełnianie formularzy, kserowanie paszportu, wyjaśnienia, telefony, weryfikacje. A na koniec i tak się okazuje, że muszę mieć policyjną eskortę nawet na najprostszą wycieczkę. I jeszcze za nią zapłacić. Problem w tym, że Durga, że Eid i wszyscy policjanci na urlopach. Musiałbym więc poczekać z tydzień. A może dwa. A spędzić tydzień w Thanchi, to jak spędzić życie w Radomiu.
Do Thanchi Bazar.
Ruszam w nieznane. W autobusie do Thanchi Bazar, dalej zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Coraz bliżej granicy z Birmą, której jednak lądem przekroczyć się nie da.





