W parku Lumphini zmasowana akcja przeciwko wielkim jaszczurkom. Lokalne warany zżerały wodne ptactwo i straszyły zażywających relaksu mieszkańców Krungtheepu, niespodziewanie wychodząc z krzaków.
Tag Archives: Bangkok
Jakkrayaan thii Krungtheep.
Jakkrayaan to po tajsku rower. Krungtheep, jak już wspominałem, to miasto aniołów, czyli Bangkok. Tytuł tej notatki więc to “Rower w Bangkoku”. Można pokusić się o tłumaczenie bardziej poetyckie i napisać “Rowerem po Bangkoku”, choć nie wiem, czy przyimek thii jest na tyle pojemny.
Baan Miro.
Po długich i nieco frustrujących poszukiwaniach udało mi się znaleźć akceptowalne mieszkanie w Bangkoku.
Puja.
Dziś puja i dhamma talk w Little Bangkok Meditation Center. Nie będę wchodził w szczegóły, poza jednym: mój łysy łeb został elementem kompozycyjnym zdjęcia podsumowującego spotkanie. Z niepodważalnie uroczym malunkiem Buddy w tle. ;-)
3m.
Tak gdzieś wczoraj minęły mi trzy miesiące w TH. Z perspektywy – bardzo fajne doświadczenie i to zarówno część wiejska (mimo faz totalnego marazmu), jak i część miejska. Teraz muszę zdecydować, czy mam ochotę zapuścić delikatne korzenie w BKK, czy uraczej wrócić nad Wisłę i przez jakiś czas cieszyć się grubymi swetrami oraz jesiennymi kolorami drzew. Lekko skłaniam się ku swetrom i jesiennym liściom, choć z całą pewnością będzie mi bardzo brakowało Krungthepu.
BACC.
Dzisiaj popołudniem wizyta w BACC, Bangkok Art and Culture Centre. Lokalny odpowiednik MOMA (albo CSW, czy MSN). Bardzo ciekawe miejsce – zawsze miałem słabość do galerii/centrów sztuki współczesnej, często samotnie wyprawiam się do CSW, a wiosną zeszłego roku przez kilka miesięcy byłem nawet wolontariuszem w MSN na wystawie Andrzeja Wróblewskiego.
Bangkok tonie.
Dziś kolejne monsunowe rozpasanie deszczowe. Efekty takie, jakie dwa lata temu widziałem w Dhace – ulice zamieniają się w strumienie, którymi, jak wielkie leniwe ryby, powoli przesuwają się samochody. Od czasu do czasu przemknie motorower, ten z kolei jak ryba drapieżna, zwinna i szybka.
Kanały.
Wrzuciłem kilka zdjęć z lipcowej wycieczki kanałami (bynajmniej nie powstańczymi).
Strasznie fajny temat – masa miejsc do wyeksplorowania, tyle że cokolwiek mi się nie chce robić zdjęć. ;-)
Baan aksorn.
Baan aksorn, czyli dom liter. Tak nazywa się moja szkoła tajskiego. Dzisiaj udało mi się przeżyć 3h godziny nauki praktycznie non-stop.
Qi Gong.
Dzisiaj przed zazen sesją medytacyjną w Little Bangkok Meditation Group pół godziny Qi Gong.
High in the sky.
Pamiętam, że jesienią 2014, podczas pierwszej wizyty w Bangkoku, po miesiącu włóczęgi po Bangladeszu, totalnie zafascynowały mnie tutejsze wieżowce, których większość spełnia funkcję mieszkalną. Nawet nie chodziło o architekturę, czy kwestie techniczne, w końcu dom, wysoki czy niski, to kolejny dom, ale bardziej o psychologię życia w takim budynku.
Khanom -> BKK.
Nieco przykro było mi wyjeżdżać z Khanom. W końcu siedziałem tu ponad dwa i pół miesiąca i, jak pisałem wcześniej, cokolwiek się zadomowiłem, a nawet nieco zintegrowałem z lokalną społecznością.
BKK na nieco dłużej.
Po prawie trzech miesiącach w Khanom, przeniosłem się do Bangkoku na kilka tygodni (a może miesięcy?).
Jeśli wena nie opuści mnie do końca, napiszę czasem coś tutaj (nowa kategoria – temat Khanom chwilowo zamknięty).
BKK 03.
Ostatni pełny dzień w BKK z wyraźnym podziałem na część duchową i część mniej duchową. Rano Asalha Puja z Little Bangkok Meditation Group, a popołudniem sesja klasycznego masażu tajskiego.
BKK 02.
Dzisiaj, po wczorajszym szoku, rozwibrowany Bangkok znów wydaje się przyjazny, a nawet bezpieczny. Do tego ponarzekałem nieco na pokój i hotel przeniósł mnie do czegoś, co ma ze 100 m2, dwa balkony, gigantyczny living room oraz osobne kuchnię i sypialnię. Właściwy człowiek we właściwym miejscu.Tylko wanny brakuje…
BKK 01.
Po miesiącu na prowincji czuję się nieco oszołomiony dużym miastem. Co jakiś czas ukradkiem sprawdzam, czy pędy bambusa przypadkiem nie wystają mi z sandałów.
