Dzisiaj ważny dzień, bo zacząłem eskapadę na północ, do Nong Khiaw. Jako że przed takimi wyjazdami zawsze się stresuję, tym razem postanowiłem zminimalizować potencjalne stresy do zera, motor dzień wcześniej pojechał do serwisu (co prawda sam byłbym w stanie zrobić większość rzeczy, ale były drobne kwestie typu wymiana podkładki na miedzianą i wymiana kilku wkrętów, których znalezienie w lokalnych sklepach zajęłyby mi masę czasu, a które mój lokalny mechanik, Wee, wymienił od ręki), zrobiłem – jak zwykle – listę ekwipunku, wszystko poukładałem w tematyczne sterty na stole oraz zaprogramowałem trasę w OsmAndzie.
Tag Archives: Motor
2020-12-10.
Przeprowadzając się do LP miałem taki chytry plan, żeby raz w miesiącu robić jedną dłuższą eskapadę w interior. W listopadzie się nie udało, za to zrobiłem kilka krótszych wypadów w okolicy, ale w grudniu postanowiłem zrobić wycieczkę do Nong Khiaw.
2020-12-09.
Mojego rozleniwienie blogowe, fotograficzne i filmowe wchodzi na nowe, nieznane poziomy. A szkoda, bo masa fajnych rzeczy się dzieje. Poniżej krótki update dla potomności… Za dziesięć lat będę czytał te notatki i złościł się, że nie pisałem tyle, co dziesięć lat temu w Nepalu.
2020-11-16.
Znowu nie chce mi się pisać, głównie dlatego, że życie w LPB jest niezwykle wygodne, co sprzyja ogólnemu wyciszeniu i, niestety, też pewnemu rozleniwieniu.
Ale, żeby nie było, regularnie eksploruję okolice na Potworze – “odkrywamy” miejsca, których nie ma na mapach (i to takich nieco lepszych mapach, nie kaprawych google mapsach), przeprawiamy się przez góry i rzeki (moje ulubione zajęcie) oraz regularnie straszymy lokalsów. Nie wiedzieć czemu, ubrany na czarno farang na dużym czerwonym motorze, który znienacka pojawia się w zagubionej we wzgórzach wiosce, wywołuje u części ludności lekki niepokój – może boją się, że wiozę im wirusa.
Film – wioska nad Mekongiem.
Pierwszy film od miesięcy.
Jako że po ostatnich dwóch dniach jazdy w terenie byłem nieco obolały, zrobiłem dzisiaj dzień restowy, uporządkowałem nieco YK (mamy teraz nowy dział z najnowszymi postami ze wszystkich kategorii) i zmontowałem pierwszy od dawna film.
2020-09-27.
Jako że na ostatni weekend planowane były tajfuny, motory grzecznie spały na ganku. Co prawda okazało się, że Wientian nie został specjalnie (de facto w ogóle) dotknięty esktremalną pogodą – w odróżnieniu od południa – ale do końca nie było wiadomo jak to się skończy. Natomiast ten weekend chyba już można zaliczyć do tropikalnej jesieni/zimy, gdy temperatury schodzą nieco poniżej 30C, jest pogodnie i zasadniczo uroczo.
2020-05-30.
Zabrałem dzisiaj motor na mały przegląd, bo za tydzień chcę ruszyć w dzicz na jakiś czas. Mam już urlop, nie wiem jeszcze tylko, czy cały sprzęt, jaki zamówiłem, dotrze na czas z Tajlandii.
2020-03-20.
Laos powoli odcina się od świata, zresztą Tajlandia podobnie. Do wspomnianych wcześniej ograniczeń wizowych dochodzi kasowanie połączeń lotniczych. Tajlandia będzie też wymagać ubezpieczenia oraz zaświadczenia od lekarza o braku podejrzeń zakażenia naszym kulistym przyjacielem.
XR i pierwszy miesiąc w Laosie.
2020-01-04 – Z Huay Yang nad rzekę Mae Khlong.
Przełączyłem się w tryb podróżny: od 0600 na nogach, nieco po 0700 gotów do drogi. Nie od dziś wiadomo, że ptak, co to z rana się aktywizuje, ma największe szanse na liszkę, względnie innego insekta. Co prawda moje ambitne plany zostały wstępnie nieco przyhamowane, gdy okazało się, że pani hotelowa wciąż śpi i nie ma kto wziąć ode mnie pieniędzy. Miły phiichay z miotłą wyciągnął ją z łóżka, więc miałem jedynie 15 minut opóźnienia.
2020-01-03 – Do parku narodowego Namtok Huay Yang.
Wczoraj dzień dobroci dla motocykla – pojechaliśmy naciągnąć i nasmarować łańcuch, a następnie do myjni (choć kolejność powinna być odwrotna). Z kolei przedwczoraj zasłużony dzień restowy. Tajlandia akurat gromadnie leczyła kaca, nie działo się absolutnie nic, więc był to dobry moment by dać głowie i mięśniom odpocząć trochę.
2019-12-31 – Z Huay Yang do Prachuap Khiri Khan.
Dzisiaj miał być rest, ale zupełnie przypadkiem nic z tego nie wyszło. Miałem leniwie i niezobowiązująco pojechać do Prachuap Khiri Khan, poszukać otwartego warsztatu i myjni. Ponieważ google maps nie odróżnia dróg gruntowych od pozostałych, okazało się, że trasa, którą wybrałem jest całkiem terenowa.
2019-12-30 – Z Huay Yang pod granicę z Birmą.
Dzisiaj dzień pracujący, więc miałem tylko kilka godzin na eksplorowanie okolicy. Ale pojechałem w ciekawe miejsce – na przejście graniczne z Birmą w Dan Singkhon, gdzie jest spory przygraniczny bazar.
2019-12-29 – z Huay Yang w stronę Chumphon.
Od rana znowu deszcze – głównie przelotne, ale popołudniem trafił się typowo monsunowy deluge, który przeczekałem na bazarze, sprytnie ukryty pod markizą nieczynnego stoiska z rybami. Do tego aura typowo niżowa, niskie ciśnienie, wychodziłem więc z domu raczej mało energetyczny, spodziewając się szybkiego powrotu na kanapę i leniwej konsumpcji seriali.
2019-12-28 – Samut Songkhram-Huay Yang.
Dzisiaj niecałe 300 km – tak na granicy komfortu. Sporo jechałem bocznymi drogami, gdzie bez kompleksów można jechać ok. 60-70 kmh, co daje możliwość obserwacji krajobrazu i generalnie wejścia w stan skupionego relaksu, nieco podobnego do rozmaitych medytacyjnych praktyk uważności.
2019-12-27 – Bangkok-Samut Songkhram.
Kilka dni totalnego chilloutu nieco odbudowało moją motywację, co nie zmienia faktu, że przez pewien czas miałem totalną awersję do wszelkich pomysłów wyjazdowych. Zrobiłem nawet małą ankietę na forum moto i zasadniczo tak jest – ludzie po długich (miesięcznych na przykład) wyprawach zamykali motocykl w garażu nawet na rok.
2019-12-17 – Nan-Bo Kluea-Pua-Nan.
Trochę nie w kolejności będą się pojawiać te relacje, co jednak nie powinno mieć znaczenia z perspektywy czasu.
Przez przypadek zupełnie zdecydowałem się zostać w Nan jeszcze jeden dzień i wyszło na to, że był to najciekawszy chyba dzień ze wszystkich podczas tego wyjazdu.
interludium.
Miałem dzielnie pisać każdego dnia, ale kilka godzin dziennie na motorze totalnie mnie wyczerpuje – fizycznie i psychicznie. Jest to cudowne wyczerpanie, zdecydowanie polubiłem szeroko pojęty touring i północną Tajlandię, ale na nic więcej poza jazdą (i pracą popołudniami) nie mam siły na razie.
2019-12-12 – z Bangkoku do Phitsanulok.
Miałem plan, żeby wstać ok. 0700 i chwilę po 0800 ruszyć w drogę, ale nieco się stresowałem i obudziłem się przed 0500, w sumie całkiem wyspany (choć moja twarz wskazywała na coś innego). Ruszyłem więc nieco po 0600.
Udało mi się uniknąć większości korków w Bangkoku, chociaż to miasto ma to do siebie, że nigdy nie śpi, więc nawet o tak barbarzyńskiej porze na drogach była masa samochodów.

