Tag Archives: Tajlandia
2019-12-10.
Co mi zresztą bardzo odpowiada, bo dzisiaj rano odebrałem czerwonego potwora ❤, na którym w czwartek rano ruszę na północ. Tajowie z kolei kiepsko znoszą takie temperatury i na północy były nawet przypadki śmierci z wychłodzenia. Sam do samolotu z PL wsiadłem w lekkiej puchówce, więc jest szansa, że jakoś przetrwam chłodne zimowe wieczory w tropikach.
2019-12-07.
Wczoraj, po raz pierwszy w tej iteracji azjatyckiej, spotkałem gekona. Wylazł spod garnka do gotowania ryżu późnym wieczorem, gdy w domu panował już uroczy półmrok. W Khanom, obserwacje gekonów polujących na owady wieczorami, to była jedna z moich ulubionych rozrywek. W Bangkoku, szczególnie w większych budynkach, gekonów jest mniej albo w ogóle ich nie ma.
2019-12-05.
Udało mi się delikatnie opanować temat obróbki filmów, poniżej pierwsze nagranie – przejazd Sukhumvit Soi 71, chwila na samej Sukhumwit, krótka wizyta w przykanałowym slumie i przejazd przez okoliczny bazar / food court. Można oglądać w full HD (klik na trybik -> opcje z czerwoną ikonką), co polecam. Poza tym film raczej nudny, bo głównie na ulicach, ale daje pewien obraz nieturystycznego Bangkoku.
2019-12-04
Bangkok w grudniu może wywołać pewien dysonans poznawczy (zawsze może zresztą, ale teraz wyjątkowo). Przebiwszy się przez rozszalałe miasto na skuterze, podsmażywszy się nieco w 30-kilku stopniach, trafiamy do japońskiej knajpy, gdzie wita nas “Dreaming of a White Christmas”. Oczywiście zapętlone z kilkoma innymi świątecznymi hitami. Post-wszystko.
2019-12-02
Super ciekawy weekend za mną. Sobotni Meetup kuchenny okazał się być całkiem fajny – co ciekawe, organizator pochodzi z prowincji Nan, gdzie wybieram się na motocyklową wycieczkę za niecałe dwa tygodnie. Mieszkał tam prawie 30 lat, więc zna masę miejsc, może nawet zatrzymam się u jego rodziny (co może być fajne i ciekawe albo wręcz przeciwnie).
2019-11-30.
Pisałem już wielokrotnie, że w Bangkoku jest spora diaspora japońska, na którą składają się zarówno emeryci, którzy mogą żyć tutaj o wiele taniej niż w Japonii, jak i biznesmeni oraz working professionals, czyli sararimen oraz ich rodziny.
2019-11-28.
Dokładnie tydzień temu dotarłem na miejsce. Pierwsze kilka dni totalnie nie do życia, jetlag w tym roku wyjątkowo intensywny. Udało mi się pozałatwiać masę spraw, ale to było funkcjonowanie w zombie-mode. Dopiero w poniedziałek koło południa doszedłem do siebie.
Krungthep Maha Nakhon.
Po bardzo udanej podróży przez Moskwę dotarłem do Bangkoku. Moje obawy związane z problemami na granicy – Tajlandia stopniowo zaostrza przepisy wizowe, i osoby, które, tak jak ja, spędzają tu po kilka miesięcy w roku na wizach turystycznych, bywają przesłuchiwane a nawet zawracane na lotniskach – okazały się całkiem niepotrzebne.
eskapady.
Wielkimi krokami zbliża się mój ostatni dzień w TH i to ostatni być może nawet na kilka długich miesięcy. Nie wiem jeszcze jak poukładają się sprawy, ale najwcześniej pojawię się tu znowu dopiero jesienią. Co prawda latem spędzę prawie 3 miesiące w Nepalu (tak, znowu – i to mimo tego, że całkiem niedawno byłem przekonany, że tu nie wrócę przez lata!), więc nie będę tak całkiem odcięty do Azji. Natomiast Nepal i Tajlandia to bajki tak różne, że w sumie mógłbym wybrać się na inną planetę.
psy, deszcze etc.
Khanom, po dwóch miesiącach na Penangu, gdzie jest tyle impulsów, że czasem nie wiadomo od czego zaczynać, dramatycznie rozleniwiające.
BKK -> Khanom.
Wróciłem do tajskiego domu, gdzie zastałem absolutną nadpodaż psów.
Więcej w szalenie popularnej, czytanej wiernie przez miliony ludzi na całym świecie, serii Okiem Gekona.
w Khanom.
Król się koronuje (co wychodzi tak średnio, jako że do popularności Bhumibola odrobinę mu brakuje), a Miro wraca do swojej nadmorskiej samotni.
PEN -> BKK.
Wróciłem do TH. Przede mną tydzień w Bangkoku, a potem powrót do domu (lokalnego, w Khanom). Muszę odnowić tutejsze prawo jazdy (to już prawie dwa lata, od kiedy zostałem niereformowalnym fanbojem skuterów!), pogratulować nowemu królowi korony, wpaść na Dharma Talk bardzo szacownego mnicha, pogadać z agentem o tajskiej wizie na lata i w wolnej chwili być może zahaczyć o onseny oraz studio jogi.
good bye Khanom.
A właściwie good bye for now.
Wychodzi na to, że spędziłem w Khanom niemal trzy miesiące non-stop (minus eskapady do Bangkoku i na Penang). A od maja zeszłego roku prawie pół roku. To sporo i, jak pisałem wcześniej, czuję pewne przywiązanie do tego miejsca.
safety first.
Jak ogólnie wiadomo, jazda skuterem w Azji Południowo-Wschodniej odbywa się ze skrupulatnie przestrzeganą przez wszystkich zasadą safety first. I tak, mamy na małych skuterkach całe wielopokoleniowe rodziny, z babcią włącznie, pędzące na złamanie karku z całkowicie stoickim spokojem (wszak bilans karmiczny i tak w równowadze, więc po co się niepotrzebnie stresować), powszechną jazdę w klapkach i krótkim rękawie (to ja!) i jazdę bez kasków (to akurat nie ja, bo w kasku jeżdzę zawsze, nawet jeśli jadę 30m od domu wrzucić torbę ze śmieciami do komunalnego kubła).
do Khanom.
I znowu niedziela w podróży. Niedziela, generalnie, to dobry dzień na podróże, bo w niedziele zasadniczo mało się dzieje, panuje ogólny marazm, nie do końca wiadomo, co ze sobą zrobić, pojawia się niechęć i napięcie przed poniedziałkiem. Ja co prawda od jakiegoś już czasu mam nieco inne poniedziałki niż większość populacji, nie muszę tłuc się do biur i kisić w szklanych pułapkach, za to mogę niezobowiązująco wciągnąć laptopa do łóżka i przez pół poniedziałku pracować spod kołdry.
Lumphini i Panpuri (i nadchodzące wybory).
Przedwczoraj wieczorem wybrałem się na spacer do parku Lumphini. Myślałem, że będzie w miarę pusto, tymczasem tłumy biegaczy i innych aktywistów fizycznych. Do tego masa kotów. Nie wiem czy to sezon na koty akurat, czy wyłażą z różnych nor i zakamarków dopiero po zmroku, bo wcześniej ich nie widziałem tak en masse – ale bywałem w ciągu dnia zwykle.
back to BKK.
No i Bangkok mnie wciągnął, jak zawsze. Jednak strasznie lubię to miasto. Zatrzymałem się początkowo w nieznanym mi jeszcze miejscu przy Sukhumvit Soi 26 (Phrom Phong), ale nie pasowało mi specjalnie, więc wróciłem w znane mi klimaty Ekkamai.
smog w BKK.
Akurat kiedy postanowiłem zrobić sobie krótki city break w Bangkoku, miasto przykryła wielka chmura smogu. Co prawda zdarza się to co roku i w sumie mogłem rzecz przewidzieć. Zaopatrzyłem się więc w stos masek 3M N95, do tego w BKK zwykle nie spędzam za dużo czasu na świeżym powietrzu, powinienem więc przeżyć. Poniżej filmik poglądowy z NewsAsia.


