Dom zaczyna powoli przypominać kuter albo bungalow w klimatach Death in Paradise. Właściciel chyba nie ma nic przeciwko moim zabawom w found art, nawet ostatnio stwierdził, że jedna z konstrukcji jest beautiful.
Tag Archives: Tajlandia
palmy.
Gdyby ktoś zastanawiał się kiedyś skąd biorą się palmy kokosowe, to wyjaśniam: one wyrastają z orzechów kokosowych. Poniżej kilka zdjęć poglądowych.
beachcombing (z elementami beach bummingu).
Kilka tygodni bez słowa, ale wsiąkłem w nadmorskie życie i przestawiłem się w tryb lokalsa. A w trybie lokalsa nie mam ochoty pisać, jako że ma miejsce pewna internalizacja i to, co do niedawna postrzagałem jako pewne novum, egzotykę, staje się naturalną codziennością, której jestem częścią. Jest to strasznie fajne uczucie, bo głowologicznie dokonuje się zmiana kontekstu (m.in. dlatego zawsze starałem się podróżować w danych kraju przez minimum miesiąc – taka tranzycja wymaga czasu).
Khanom po tajfunie – zdjęcia.
Poniżej kilka zdjęć z plaży w Khanom dzień po tajfunie Pabuk.
huragan.
Nad Khanom nadciąga bardzo poważny tajfun, czyli, de facto, huragan. Na razie jest gdzieś na wysokości Wietnamu, ale w piątek ma przejść dokładnie nad moją wioską.
Khanom – Hat Yai.
Jak pisałem wcześniej, kilka pierwszych dni nowego roku postanowiłem spędzić w Malezji. Co prawda nie celebruję specjalnie (zasadniczo nie celebruję w ogóle, nie obchodzę nawet własnych urodzin), ale siedziałem w Khanom od miesiąca i powoli zaczynałem czuć lekką opresyjność wsi spokojnej i wesołej.
legalize it!
No dobrze, wszystko wskazuje na to, że jesteśmy o krok od legalizacji medycznej marihuany w TH.
proste tajskie curry jednogarnkowe.
Szukając nowych inspiracji kulinarnych, inspiracji, które będą zarówno mieścić się w formacie WFPB (czyli roślinne, nieprzetworzone, z dopuszczeniem okazjonalnej rybki, czy też krewetki), trafiłem na blog simpleveganblog.com i bardzo prosty przepis na tajskie curry.
i po monsunie.
Po prawie trzech tygodniach deszczu, chłodu, chmur, powodzi i ciśnienia tak niskiego, że czułem się, jakby ktoś włożył mi głowę w imadło i powoli dokręcał śrubę, monsun zniknął. Morze powoli się uspokaja, śmiecie z plaży stopniowo znikają, jest gorąco, słonecznie i cokolwiek rajsko.
monsun.
Chcieliście monsun, no to go macie,
Skumbrie w tomacie pstrąg.
wszystkie wschody słońca.
Poranne spacery po plaży wchodzą mi krew powoli. Co prawda kadry ciągle te same, ale kolory i dynamika różne w zależności od dnia.
dom po remontach.
No i udało się, dom się pomalował, wróciłem więc niemal w to samo miejsce, w którym mieszkałem w maju, czerwcu, sierpniu i wrześniu. Niemal, bo do domu obok. Ale też dwa kroki od plaży. Nowy dom pachnie farbą i ma duże drzewo (figowca) od strony kuchennego wejścia.
powrót do Khanom.
Gdyby nie trudy podróży (samolot, lotnisko, samolot, taksówka, lotnisko, samolot, minibus, skuter), byłoby całkiem OK. Do tego tym razem, podczas najdłuższego lotu, miałem za plecami bachora! Ale to był dobry bachor, bo po początkowym wzbudzeniu poszedł spać i nie odezwał się więcej. Może mądrzy rodzice nakarmili go diazepamem.
fru.
Wyrwałem się w końcu z Warszawy. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to na co najmniej 3 miesiące. Timing niemal idealny, bo właśnie zaczęło być naprawdę zimno.
hello, shadowlands.
Pojawiła się nowa, fascynująca książka nt. rozmaitych form zorganizowanej przestępczości i ich wpływu na ekonomię i społeczeństwo Południowo-Wschodniej Azji – “Hello, Shadowlands: Inside the Meth Fiefdoms, Rebel Hideouts and Bomb-Scarred Party Towns of Southeast Asia” Patricka Winna.
10 dni.
10 dni bez żadnego wpisu na YK. A to dlatego, że nic ciekawego się nie dzieje – praca, słońce, plaża, motor, bazar, warzywa, owoce, gekony, morze, deszcz okazjonalny.
klasyfikatory.
Ostatnio nieco poważniej podszedłem do kwestii klasyfikatorów w języku tajskim. Sprawa może wydawać się prosta, bowiem po polsku możemy powiedzieć zarówno “dwa chleby”, jak i “dwa bochenki chleba” albo “trzy piwa”, jak i “trzy butelki piwa”.
tajski, dalsze eksploracje kulinarne etc.
Wyjazd do Wietnamu nieco mnie odciągnął od wioskowej egzystencji i przy okazji nieco też zmęczył – HCMC jest super, ale jak każde duże azjatyckie miasto, jest hałaśliwe, chaotyczne i nieco drenujące z energii. Czas więc, żebym nadrobił zaległości, jeśli chodzi o życie na prowincji.
świątynia na wzógrzu.
Deszcze ostatnio ciągle, więc trudno planować poważniejsze eskapady. W poprzednią niedzielę monsunowy opad przetrzymał mnie 2h w prowincjonalnej świątyni. Po tych dwóch godzinach straciłem cierpliwość i wróciłem do domu w deszczu. Był to zły pomysł: mimo ślimaczego tempa, dojechałem w stanie lekkiej hipotermii i tylko cudem nie złapałem zapalenia jakiegoś poważniejszego organu. Jednak motyckle i skrajna wilgoć nie idą w parze.
weekendowe eksploracje.
Fakt posiadania pojazdu, którym można wygodnie pokonywać większe dystanse, ostatnio działa na mnie stymulująco. W maju i czerwcu jeszcze nie bardzo miałem motywację do skuterowych wypraw, natomiast w tej iteracji życia w Khanom wręcz rwę się w świat.
