Zauważyłem właśnie, że post o żarłocznych mnichach był trzechsetnym wpisem w tym dzienniku. Należy mi się mały medal za niestrudzoną, wieloletnią produkcję podróżniczej grafomanii. Względnie relatywnie bolesna kara za pisanie w momentach, gdy zupełnie nie mam na to ochoty.
Znalazłem nawet subtelny okolicznościowy obrazek:


