Kilka lat temu, po powrocie z Birmy, zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie – chciałem sprzedać pudełko malarone (drogiego dosyć lekarstwa na malarię), które zostało mi po podróży. Pora była świąteczna, czas znakomity na krótki wywczas z agencją podróży i czarterowym lotem, więc malaron sprzedał się natychmiast.
Problem w tym, że ogłoszenia nie dało się usunąć. I teraz co roku, właśnie w czasie tych rozmaitych katolskich guseł, dzwonią do mnie rozgorączkowani (na razie nie malarycznie) turyści w poszukiwaniu tanich dragów. Nikt nie patrzy na datę, ani kolejny w wątku post z informacją, że rzecz już nieaktualna.
Może to znak i powinienem otworzyć hurtownię farmaceutyczną. Albo zacząć dilować.
