Vinyasa.

Moje lokalne studio jogi ma poza typowymi sesjami hatha jogi również sesje jogi (jóg?) vinyasa i yin.

Jako że generalnie jestem ciekaw świata, poszedłem ostatnio na sesję vinyasa, nazywanej też flow yoga, ponieważ jest bardziej dynamiczna od hatha jogi i płynnie (w moim przypadku relatywnie płynnie) przechodzi się tu od jednej asany do drugiej. Fajne, co prawda strasznie siłowo to robię, pocę się jak wieprz, podczas gdy przeważające na sali dziewczęta większość asan wykonują bez większego wysiłku.

Ani chybi kwestia słabego rozciągnięcia – cały czas walczę ze swoimi mięśniami, szczególnie dwugłowymi.

W przyszłym tygodniu zobaczę jak podoba mi się yin yoga – ta z kolei jest statyczna, jak hatha, ale pozycje utrzymuje się dużo dłużej, plus dochodzą elementy pranayamy, czyli pracy z oddechem.