Deszcz! Wczoraj spadł mój pierwszy deszcz w Laosie! Deszcz w tropikach to żywioł absolutnie fascynujący i zdecydowanie mój ulubiony.
Co prawda do pory deszczowej jeszcze kilka miesięcy, de facto właśnie zaczęło się lato – pora gorąca, ale mamy właśnie kilka chłodniejszych dni (ok. 30C zamiast 36-38C) i intensywne letnie opady z burzami. Poza masą wody, która spadła z nieba, wiał bardzo silny wiatr, cały budynek się trząsł, palmy traciły liście, przerażone gekony chroniły się rozmaitych szparach i na kilka godzin straciliśmy prąd.
Timing idealny, bo w Kambodży właśnie trwa wypalanie pól i wiatry nawiewają dym nad cały region. W zeszłym tygodniu Bangkok zamknął na kilka dni szkoły ze względu na bardzo wysokie stężenie PM2.5. Wczoraj dymy nadciągnęły nad VTE i AQI momentalnie skoczył do 160-kilku.
Poza tym miałem pierwszą lekcję phasaa lao. Bardzo przyjazny język – tak jak tajski jest w dużej mierze skamieliną, pełną archaizmów, niepotrzebnie skomplikowaną, zbyt formalną i mało intuicyjną, tak laotański wydaje się całkiem oczywisty. Chyba można o tym języku myśleć jak o uproszczonym tajskim. Generalnie tranzycja nie zabiera dużo czasu i już trochę mówię. Na bazarach etc. nieźle komunikowałem się od samego początku, bo każdy tu rozumie tajski, ale teraz zaczynam się pilnować i unikać tajskich słów. Mam też wrażenie, że laotański jest bardziej miękki, bardziej śpiewny. Mam nadzieję, że starczy mi motywacji, żeby wyjść poza podstawową konwersację i osiągnąć pewną samodzielność językową (tak, żeby radzić sobie w większości sytuacji – żeby, jeśli nie znam wymaganych słów, używać technik deskryptywnych).
Muszę teraz opanować alfabet, który też ma wiele wspólnego z tajskim. Jest kilka nowych liter, kilka innych pisanych jest nieco inaczej, ale zasadniczo nie widzę tu poważnych barier. Litery są bardzo zaokrąglone, nieco przypominają alfabet sinhaleski, czy birmański.
Gramatyka też wydaje się relatywnie prosta. Zacząłem już czytać “Grammar of Lao“, ale jako że nie mam formalnego przygotowania lingwistycznego, jest to nieco męczące. Poza tym chłopaki nie używają lokalnego skryptu, tylko łacińskiego alfabetu z różnymi ogonkami etc., co jest totalnie nieintuicyjne.
