No i tak. Szkolny rok się zaczął, dzieci (nie moje, co prawda, bo ja nie cierpię bachorów i żadnej absolutnie progenitury się nie dorobiłem) wróciły do szkoły, a do mnie, po kilku tygodniach czekania w warsztacie na różne części z Aliexpress, wrócił duży motor. I jestem super szczęśliwy, że zdecydowałem się na małą regenerację silnika (nowy tłok, pierścienie i różne uszczelki), bowiem czerwony potwór (2.0) jest wreszcie godzien tego miana. Ryczy jak smok, rwie się do przodu, nie dymi, pracuje równo jak nigdy. Przy okazji masę nauczyłem się na temat silników i ogólnej budowy motocykla.
Ponieważ czerwony potwór ma teraz młodszą siostrę, rozłąka nie była tak dotkliwa.
W głowie wykiełkował mi ostatnio szalony plan i za niecałe dwa miesiące wyprowadzam się z Wientianu. Do Luang Prabang. Na razie na trzy miesiące. Znalazłem sobie (wstępnie) uroczą willę za bardzo rozsądne pieniądze, na początku października pojadę potworem na rozeznanie i, najpewniej, podpisanie umów. A na początku listopada zapakuję motory i swój dosyć skromny dobytek do ciężarówki i dokonam oficjalnych przenosin do dawnej stolicy Laosu.
W Wientianie siedzę już 8 miesiąc, a do tego na jesień i zimę zaplanowałem sobie motocyklowe eksploracje północnego Laosu. Z LP jest to o wiele łatwiejsze, bo to de facto północna stolica Laosu. Poza tym perła architektury i nieco pułapka na turystów, ale dzięki kowidkowi turystów raczej w tym roku nie uświadczymy.
Poza tym trochę rwę się już w interior. Mam zaplanowanych kilka wycieczek, ale pora deszczowa raz po raz krzyżuje mi plany. Od października wszystko zacznie schnąć i będzie dużo łatwiej. Bo teraz na drogach takie obrazki:
https://www.facebook.com/pakaad/videos/765804400888166/
