Zaraz minie niemal rok od ostatniego postu i czuję, że czas przerwać milczenie i wrócić do przynajmniej cotygodniowego raportowania. Ostatnie kilka miesięcy było super intensywne pod różnymi względami, więc zacznę od krótkiego podsumowania, a później, jeśli znajdę czas i motywację, będę bardziej szczegółowo opisywał rozmaite zdarzenia
Laos wciąż w sporym kryzysie ekonomicznym, inflacja oscyluje w okolicach 40%. Kip co prawda przestał pikować jak ruski śmigłowiec trafiony Javelinem, a nawet nieco się umocnił na kilka miesięcy – głównie dzięki słabnącemu dolarowi. Nikt natomiast nie wierzy, że będzie to umocnienie trwałe. Skończyły się poważniejsze problemy z paliwem, chociaż czasami wciąż potrafi go zabraknąć. Od paru miesięcy mamy też nowego premiera, poprzedni zrezygnował przed końcem kadencji w atmosferze mocnego skandalu (z chińską mafią i poćwiartowanymi zwłokami kochanki w walizce wrzuconej do Mekongu). Turystów jest coraz więcej, gotówka płynie wartkim strumieniem i mam wrażenie, że problemy kraju z walutą przestały być tak dramatyczne jak kilka miesięcy temu. Wciąż nie wiadomo jak wygląda kwestia spłaty zagranicznego długu.
Na początku października 2022 minęły dwa lata od kiedy spotkałem moją drogą przyjaciółkę A. Poznaliśmy się podczas mojej pierwszej wizyty w Luang Prabang, w listopadzie 2020 i – pomijając kilka miesięcy przerw na rozmaite moje podróże – widujemy się prawie codziennie. I nie jest to nasze ostatnie słowo, lol! Przeżyliśmy masę różnych przygód (w tym mrożącą krew żyłach eskapadę w górę Mekongu, gdzie w naszej łodzi psuło się po kolei wszystko – ster, śruba, a na koniec silnik), mniejsze i większe wyprawy, praktycznie każdy weekend spędzałem ostatnio w Seensouk. To kawałek ziemi nad Mekongiem, 40km od LPQ, gdzie A. zbudowała nam niewielki dom i stawia rozmaite struktury typu sauna, czy salaa, lokalny pawilon, sadzi też multum roślin i gdzie parkują nasze łodzie. W wolnej chwili napiszę kilka słów o przyjaźni z Laotanką, różnicach kulturowych etc. bo to ciekawy temat.No właśnie, apropos łodzi – kupiliśmy sporą jednostkę (45m) i wkrótce powinniśmy wystartować z nowym biznesem – butikowymi cruises po Mekongu i noclegami Airbnb na łodzi. Łódź jest absolutnie zjawiskowa, cały projekt nieco onieśmielający, ale też niesamowicie stymulujący. A. jest w swoim żywiole zarządzając ekipami remontowymi i dzięki niej łódż niebywale wypiękniała. Sam nie byłbym w stanie zrobić nawet 10% tego, co ona.
Na przełomie lipca i sierpnia zeszłego roku spędziłem też kilka tygodni w Warszawie. Spakowałem rzeczy do pudeł i wynająłem swoją klitę. Mam teraz wspaniałą lokatorkę z Ukrainy, panią Vandę, która mieszka tam z młodym synem.
Szczerze powiedziawszy, zupełnie straciłem zainteresowanie mieszkaniem w Polsce. Na pewno ostatnie kilka lat rządów dobrej zmiany miało tu jakiś wpływ, natomiast bardziej zakończył się pewien proces, który zaczął się od podróży do Nepalu, przez małą fazę backpackerską, mieszkanie w Tajlandii i Malezji, żeby ostatecznie zapuścić korzenie w Laosie. Teraz, gdy skończyły się ograniczenia covidowe, i mamy coraz więcej połączeń lotniczych, powoli zaczynam nabierać ochoty na powrót do pierwotnego planu – czyli traktowania LPB jako bazy i cokwartalnych wypraw na kilka tygodni w różne miejsca w rejonie. Początkowo miejsca nadmorskie, bo jeśli czegoś mi w Laosie brakuje, to właśnie plaż i otwartych nadwodnych przestrzeni.


