2020-05-30.

Zabrałem dzisiaj motor na mały przegląd, bo za tydzień chcę ruszyć w dzicz na jakiś czas. Mam już urlop, nie wiem jeszcze tylko, czy cały sprzęt, jaki zamówiłem, dotrze na czas z Tajlandii.

Może więc nie pojadę, ale czuję, że to dobry moment na pierwsze obwąchanie dzikiego Laosu. Oswoiłem się z domem, upały się skończyły i chyba zaczynam czuć lekką motywację podróżną. Na początek wybrałem coś prostego, tzw. Thakhek Loop. Plus jeśli będę miał siłę, ochotę i motor nie umrze mi po drodze, to mniejszą pętlę dookoła masywu Phou Bia, zahaczając o Phonsavan, Plain of Jars, Kasi i wracając do Wientianu od zachodu.

Zobaczymy. Nie mam już takiego ciśnienia jak w grudniu, gdy miałem motor tylko na miesiąc i chciałem zrobić możliwie dużo, co jednak było mocno wyczerpujące psychicznie. Wszystko wskazuje na to, że zostanę w Lao na dłużej, więc będzie jeszcze sporo okazji do przygód.

I tak, mój ulubiony mechanik Fuark (tym razem, de facto, jego żona albo siostra) zrobili mi mały przegląd motonga, wymieniając przy okazji przednią zębatkę, która była już bardzo mocno zjedzona przez łańcuch.

Cykl “Obrazki z warsztatu”.

Nieeee!!!

W ogóle, to chodzi mi po głowie zakup kolejnego motoru. Tym razem czegoś mniej terenowego – popularne są w tym rejonie Kawasaki Estrella, które mają nieco retro feel, niskie siedzisko i normalną, wyprostowaną pozycję (XRka też ma taką pozycję, ale wysoko nad ziemią, co mi już przestało przeszkadzać).

Kawasaki Estrella.

Optymalny byłby oczywiście Royal Enfield Himalayan, ale ciężko je dostać w tej części świata, poza tym legalnie w Laosie nie można mieć motocykla o pojemności większej niż 250cc. Inna rzecz, że prawo to nie jest zbyt restrykcyjnie egzekwowane.

Leave a Reply