2023-05-29.

Dwa dni temu wróciłem do LPB po prawie miesięcznych wakacjach/workacjach w Tajlandii – o tym zresztą będzie w osobnym poście. Laos zdecydowanie potrzebuje morza.

Dzięki wyjazdowi ominęły mnie ostatnie tygodnie pory suchej, kurzu, dymu i gorąca. Tak jak przed samym wyjazdem Mekong w LPB prezentował się dosyć smutno:

To po powrocie wyglądało to już znacznie lepiej:

Dzisiaj wczesnym popołudniem LPB zaczęło wyglądać tak, jak powinno, czyli pocztówkowo. Wyraźnie widać było okoliczne wzgórza na tle niebieskiego nieba, nieliczne białe chmury, do tego, dzięki regularnym od niedawna deszczom, zieleń zrobiła się soczysta, rośliny zaczynają się odradzać.

A rano mieliśmy nawet próbkę tegorocznego monsunu:

Z kolei powrót z TH z przygodami. Zebrałem nad morzem nieco muszli dla A., które zapakowałem do głównego bagażu. Bagaż nadałem i zadowolony z siebie poszedłem pić kawę w lounge’u i patrzeć na samoloty. Gdy doleciałem na miejsce, okazało się, że bagażu nie ma. Biuro AirAsia zaskakująco pomocne – w systemie mieli już zdjęcie mojego plecaka z informacją, że x-ray wykrył muszle i plecak został zatrzymany w Bangkoku. Musiałem podpisać zgodę na otwarcie bagażu i usunięcie muszli, lol. Plecak minus muszle przyleciał następnego dnia, spakowany tak, jak bym zrobił to sam, więc wielki plus dla AirAsia za tak profesjonalne załatwienie sprawy.

Pierwszy wieczór w LPB oczywiście na łodzi – kolacja z rodziną A. Trochę brakowało mi już lokalnych specyfików w rodzaju goi paa czy goi tauhuu (drobno siekana ryba/tofu z przyprawami i chilli) i rzecz jasna ludzi.