Absolutnie szalone kilka tygodni za mną. Po prawie dwóch latach wyprowadziłem się ze swojego mieszkania w Mano i przeniosłem do pięknego, wielkiego domu z ogrodem.
Cały proces był mocno stresujący, jak to przeprowadzki, ale powoli mentalnie oswajam się z nowym miejscem i jest mi tu niesamowicie dobrze. Poza tym mam masę miejsca dla siebie – pokój na biuro, pokój na siłownię, club room do słuchania muzyki/medytacji/czytania, uroczą sypialnię, duży living room, osobną jadalnię i kuchnię. I jeszcze kwatery dla służby na dole, bo dom jest w typowym laotańskim stylu podniesiony na kolumnach, co daje dodatkowe miejsce poniżej. Ani chybi muszę zatrudnić gosposię – na razie part time, ale zobaczymy co dalej.
Do tego dużo pięnych drewnianych mebli, drewniane schody, różne zakamarki. Miałem jakiś czas temu taki insight gdzieś nad ranem, w tym mglistym obszarze między snem a jawą, że będę tu mieszkał co najmmniej pięć lat… Zobaczymy.
Zaczałęm podstawowe prace w ogrodzie – zamówiłem 20 sadzonek bambusa i teraz sadzę je wzdłuż ogrodzenia. Praca z motyką i łopatą w 30+ stopniowym upale to spore wyzwanie. Cieszę się, że wybrałem karierę inżyniera oprogramowania a nie kopacza rowów. Mam kiełkującą ambicję, żeby stworzyć piękny, tropikalny ogród, ale obawiam się, że czasowo mogę nie dać rady. Może więc tylko ucywilizuję kawałki ogrodu, a resztę zostawię dziką. Ewentualnie dam A. wolną rękę, niech robi tu co chce – kto jak kto, ale A. ma chyba jakieś roślinne geny, bo mało kto – może poza moją mamą – ma taki talent do wszelakiej flory.
Jak już się ze wszystkim uporam, zacznę wrzucać zdjęcia nowego lokum.


