2023-10-17.

Sezon deszczowy powoli się kończy, robi się coraz bardziej sucho, nieco chłodniej i zdecydowanie mniej pochmurno. Krótko mówiąc zaczyna się najlepsza część roku w Laosie.

Oczywiście to oznacza też najazd turystów, co jest nieco mniej fajne. Natomiast kraj zdecydowanie potrzebuje pieniędzy, więc ma to i dobre strony w skali makro.

Zamknęła się firma, która organizowała mi wizę biznesową, więc musiałem znaleźć nowego agenta, co wiązało się z ponowną aktywacją wizy na granicy (niestety trzeba to zrobić osobiście). Poleciałem na dwa dni do Vientiane, lokalną linią – Lao Skyway. Dokładnie takie latanie jak lubie – małe samoloty, do tego w połowie puste, lotniska też raczej opustoszałe, bo mało kto lata domestic. Przypomniały mi się moje loty do NST kilka lat temu – samolot NokAir z DMK praktycznie cały dla mnie, na lotnisku jakieś resztki zaspanego staffu, niepwotarzalny klimat prowincjonalnego lotniska poza sezonem (a dla NST chyba cały rok jest poza sezonem).

Xian M60 turboprop plane.

Xian M60 – turboprop, który zabrał mnie do VTE i z powrotem.

A samolot, kóry mnie zabrał, turboprop, o którym myślałem, że to ATR (latałem takim kiedyś dwa razy w tygodniu z Warszawy na projekt do Wilna), okazał się być chińskiej produkcji – nazywa się Xian M60.

Vientiane robi nieco przygnębiające wrażenie – LPB, ze względu na wielkość, położenie i atrakcyjność turystyczną lepiej zniosło pandemię i lepiej znosi aktualny kryzys ekonomiczny. W VTE masa pozamykanych knajp i sklepów, kawałki ulic wyglądają jak przedmieścia Detroit, strasząc zabitymi dechami wirtynami, generalnie daje się wyczuć klimat pewnego przygnębienia.

Aktywacja wizy to typowe ćwiczenie biurokratyczne. Wyjazd z Laosu w Thanaleng, przejazd autobusem na stronę tajską, pieczątka w paszporcie, a potem to samo, tyle że w drugą stronę. Wyrobiłem się w niecałe 2h, ale i tak cała operacja mnie wyczerpała nieco.

W LPB A. w wirze pracy, zabiera letników na wycieczki, walczy z konfiguracją AirBnB i Booking.com, generalnie samodzielnie już rozkręca swoje biznesy. Bardzo jest dzielna i bardzo jestem z niej dumny. Girl power! Plus, jak już pisałem, zmieniła imię na Saengsouly, niezwykle urocze. Zmieniła też włosy, cwiczy, ma dwa nowe tatuaże – ani chybi chce mnie wymienić na inny model (i wcale jej się nie dziwię, jestem przecież okropny, lol).

U mnie tradycjnie ora et labora. Mam ochotę zrobić sobie kilka miesięcy przerwy od pracy… Popracować nad językiem, pojeździć więcej na motorze… Ale na razie tylko kilka dni przerwy w listopadzie, a potem małe workation nad tajskim morzem. Mam co prawda pewien niezwykle pociągający plan na wiosnę przyszłego roku, zobaczymy jak się ułożoą sprawy.