Sezon deszczowy powoli się kończy, robi się coraz bardziej sucho, nieco chłodniej i zdecydowanie mniej pochmurno. Krótko mówiąc zaczyna się najlepsza część roku w Laosie.
Oczywiście to oznacza też najazd turystów, co jest nieco mniej fajne. Natomiast kraj zdecydowanie potrzebuje pieniędzy, więc ma to i dobre strony w skali makro.
Zamknęła się firma, która organizowała mi wizę biznesową, więc musiałem znaleźć nowego agenta, co wiązało się z ponowną aktywacją wizy na granicy (niestety trzeba to zrobić osobiście). Poleciałem na dwa dni do Vientiane, lokalną linią – Lao Skyway. Dokładnie takie latanie jak lubie – małe samoloty, do tego w połowie puste, lotniska też raczej opustoszałe, bo mało kto lata domestic. Przypomniały mi się moje loty do NST kilka lat temu – samolot NokAir z DMK praktycznie cały dla mnie, na lotnisku jakieś resztki zaspanego staffu, niepwotarzalny klimat prowincjonalnego lotniska poza sezonem (a dla NST chyba cały rok jest poza sezonem).
A samolot, kóry mnie zabrał, turboprop, o którym myślałem, że to ATR (latałem takim kiedyś dwa razy w tygodniu z Warszawy na projekt do Wilna), okazał się być chińskiej produkcji – nazywa się Xian M60.
Vientiane robi nieco przygnębiające wrażenie – LPB, ze względu na wielkość, położenie i atrakcyjność turystyczną lepiej zniosło pandemię i lepiej znosi aktualny kryzys ekonomiczny. W VTE masa pozamykanych knajp i sklepów, kawałki ulic wyglądają jak przedmieścia Detroit, strasząc zabitymi dechami wirtynami, generalnie daje się wyczuć klimat pewnego przygnębienia.
Aktywacja wizy to typowe ćwiczenie biurokratyczne. Wyjazd z Laosu w Thanaleng, przejazd autobusem na stronę tajską, pieczątka w paszporcie, a potem to samo, tyle że w drugą stronę. Wyrobiłem się w niecałe 2h, ale i tak cała operacja mnie wyczerpała nieco.
W LPB A. w wirze pracy, zabiera letników na wycieczki, walczy z konfiguracją AirBnB i Booking.com, generalnie samodzielnie już rozkręca swoje biznesy. Bardzo jest dzielna i bardzo jestem z niej dumny. Girl power! Plus, jak już pisałem, zmieniła imię na Saengsouly, niezwykle urocze. Zmieniła też włosy, cwiczy, ma dwa nowe tatuaże – ani chybi chce mnie wymienić na inny model (i wcale jej się nie dziwię, jestem przecież okropny, lol).
U mnie tradycjnie ora et labora. Mam ochotę zrobić sobie kilka miesięcy przerwy od pracy… Popracować nad językiem, pojeździć więcej na motorze… Ale na razie tylko kilka dni przerwy w listopadzie, a potem małe workation nad tajskim morzem. Mam co prawda pewien niezwykle pociągający plan na wiosnę przyszłego roku, zobaczymy jak się ułożoą sprawy.

